Bo każda z nas może chwycić za nóż!

Recenzja książki „Polskie morderczynie”.
Zabójca – czy jest nim tylko umięśniony zbir o przerażającej twarzy i agresywny lub antyspołeczny typ spod ciemnej gwiazdy?

Okazuje się, że w akcie desperacji po narzędzie zbrodni sięgają także filigranowe blondynki o twarzy anioła.

Zbrodnia niejedno ma imię. Jak świat stary zdarzały się wstrząsające całą społeczność zbrodnie, dokonywane przez przedstawicielki płci pięknej. Ponieważ to mężczyźni utożsamiani są z gniewem, impulsywnym działaniem i rozwiązaniami siłowymi, gdy kobiety sięgały po broń – nie działo się to bez ekscytacji i przekazywania szczegółów zbrodni w formie nader soczystej plotki.

Nie inaczej odbywa się to dziś. Bohaterki książki „Polskie morderczynie” Katarzyny Bondy doświadczyły zainteresowania społeczeństwa podanego w najgorszej formie. Dzięki mediom ich procesy sądowe i etapy śledztwa policji stawały się numerami jeden wśród newsów. Kobiety, które do tej pory pozostawały anonimowe i nieznane szerzej nawet w obrębie własnej wioski, trafiały na pierwsze strony gazet z wielkimi nagłówkami – morderczyni, zabójczyni, krew, samosąd. Kim są te kobiety? Zimnymi zabójcami, bezdusznymi istotami i lubującymi się w zadawaniu bólu oprawcami?

Rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Katarzyna Bonda weszła dogłębnie w świat polskich morderczyń. Bohaterki książki „Polskie morderczynie” są w różnym wieku, mają odmienny charakter, wykształcenie, pochodzenie, jedne są bardziej majętne, inne mniej. To, co je łączy, to skazanie pod jednym paragrafem – morderstwo. Wczytując się w kolejne historie, nie mogłam jednak nie doszukać się pewnych analogii. Kobiety te były równie ciekawe, uczuciowe i przyjemne – ot, miłe sąsiadki, z którymi chętnie przysiadłoby się na ławce pod blokiem. Wszystkie one także zabiły w efekcie wieloletniego terroru, agresji i poniżania. Z przerażającą regularnością pojawiał się także alkohol i gwałty.

Dzięki wnikliwym wywiadom i dopuszczeniu morderczyń do głosu, otrzymujemy długi i cierpki obraz niemocy, braku perspektyw poprawy i niekończącego się nieszczęścia. Niejednokrotnie zabójstwo wydawało się jedynym rozwiązaniem. Policja? Kilkanaście razy była już wzywana. Wyprowadzka? Koledzy męża z firmy transportowej zadbali o to, aby kobiecie odechciało się ruszać gdziekolwiek. Pozostała rodzina? Jak nie wstyd, to bieda dookoła lub brak zrozumienia. A każdego wieczoru jedynie razy, zasłanianie własnych dzieci i nieunikniony gwałt. Część ma wyrzuty sumienia, część skrzywiona przez patologiczne wychowanie nie jest w stanie przebić skorupy i okazać jakichkolwiek uczuć wyższych. Wszystkie one jednak marzyły o szczęściu, miłości, chciały żyć i oddychać poza murami więzienia.

Każda z tych historii jest inna, złożona, jednak równie tragiczna i prowadząca do gorzkiej refleksji – czy morderczynie nie są takie same jak my? One jedynie miały odrobinę mniej szczęścia w życiu.

Joanna Szczygłowska
(joanna.szczyglowska@dlalejdis.pl)

Katarzyna Bonda, „Polskie morderczynie”, MUZA SA, Warszawa 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat