„Bóg, auto, ojczyzna” – recenzja

Recenzja książki „Bóg, auto, ojczyzna”.
„Bóg, auto, ojczyzna” tytuł w stu procentach trafiony, bo główmy bohater z honorem nie ma nic wspólnego.

Książka jest napisana bez ogródek, wulgarnym językiem w prosty sposób z ubogim słownictwem i skromnymi dialogami. Dlaczego? Narratorem jest Sebastian. Młody wilk warszawskiej elity. To mąż, ojciec dwójki dzieci, właściciel komisu samochodowego i sklepu z częściami. Czytelnik dostaje zaproszenie do świata Sebastiana i ludzi z jego najbliższego otoczenia. Seba opowiada w zabawny sposób o swojej codzienności. Książka stanowi kronikę niezliczonych głupot z jego życia.

Sebastiana poznajemy w momencie podejmowania ważnej życiowej decyzji, jaką jest… wybór zniczy na groby. Jego żona Sylwia udała się na dział z chemią gospodarczą, bo musi wybrać odpowiedni zapach płynu do płukania tkanin. Seba stojąc w supermarkecie przed półką kalkuluje i sprawdza najlepsze opcje, bo nie lubi, gdy ktoś na nim za dużo zarabia. Znicz nie może być tani, bo trzeba się pokazać. Z kolei taki drogi egzemplarz nie zawsze jest dobry, bo pali się tylko kilka godzin, a później taki pusty stoi przy grobie. Mężczyzna przelicza czas palenia na „zniczogodzinę” i nagle zauważa wspaniałą kobietę, która robi to samo. Robi nawet więcej! Porównuje kod kreskowy produktu z ceną widniejącą na półce, bo przecież przy kasie może okazać się, że w systemie za ten produkt widnieje zupełnie inna cena. Ta kobieta to Anka i jak się później okaże, będzie spełnieniem marzeń Seby o ideale kobiety. Anka to zaradna kobieta, nie to co jego Sylwia. Anka wie, że warto zabrać saszetki cukrem z kawiarni do domu, bo nie trzeba w sklepie kupować, zna się na sztuce (zabrała Sebę na wystawę obrazów Picassa, tego od stopionych zegarów), wie gdzie warto pojechać na wakacje i jakie restauracje są teraz modne.

Autor pisząc swoją książkę zebrał najciekawsze wątki, które przewijają się na forach internetowych i ujął je w całość. Wplótł w nie rodzinę Seby i jego podejście do życia. Przykładów sprzeczności w jego zachowaniu jest mnóstwo, jak na przykład fakt, że jako wielki patriota dumnie nakleja na samochód symbol Polski walczącej, ale nie ma pojęcia jak skończyło się powstanie lub kim był generał Anders.

Czytając książkę uświadamiamy sobie, że tacy ludzie jak Seba żyją wśród nas. Uważają, że na wszystkim się znają i są lepsi od innych pod każdym względem. W rzeczywistości nic nie wiedzą i na niczym się nie znają, a swoje zdanie są w stanie narzucić krzykiem, groźbą lub łapówką. Z jednej strony książka wywołuje uśmiech podczas zabawnych sytuacji, z drugiej żal i współczucie oraz wstyd za takich obywateli. Smutne jest to, że nic nie jest w stanie ich zmienić. Książka jest osadzona w teraźniejszości i zawiera w sobie ukryte przeslanie, które warto odkryć samemu. Czyta się ją bardzo szybko, a każdy czytelnik na pewno będzie ciekaw zakończenia.

Patrycja Zajkowska
(patrycja.zajkowska@dlalejdis.pl)

Tomasz Brzeszczak, „Bóg, auto, ojczyzna”, Gdynia, Wydawnictwo Novae Res, 2019 rok.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat