który traktuje o tak delikatnej sprawie jak temat wiary. „Za stworzenie unikalnej na polskim rynku formuły pisania o sprawach religijnych w masowym piśmie świeckim” (2004). „Za nowatorski sposób prezentowania i komentowania spraw religijnych: atrakcyjny, a przy tym głęboki” (2007). Doceniają to także fani: „Lubię Hołownię i jego styl, chociaż nie uważam się za katoliczkę”. I od tego należy zacząć – od sposobu zarzucania haczyka przez Hołownię, który sprawia, że czytelnik sięgnie po książkę, choćby z ciekawości.
„Bóg – życie i twórczość” nie jest zabawą w udowadnianie istnienia Boga. Według Hołowni to „apetizer, który pomoże odkryć, że to, co wydawało mu się oklepane, jest fascynujące”. Z tego, że cyrklem nie da się opisać wody wcale nie wynika, że Jego nie ma. Autor stara się więc przy użyciu ubogich środków (bo tylko takimi dysponuje człowiek, który próbuje opisać Boga) przyjrzeć kilku wybranym z dziejów Jego relacji ze światem.
I tak oto mamy historię Mojżesza, który porównywany jest, oczywiście z odautorskim puszczonym oczkiem, z Wałęsą. Oraz świetnie opowiedzianą przygodę Abrama, który żyjąc z „amputowanym czasem przyszłym” na nic już nie czeka. Aż nagle za sprawą Pana dostaje główną rolę w filmie akcji: „Opuszcza ojca, zostawia ojczyznę, wędruje do Kanaanu, wyjeżdża do Egiptu, płodzi dwóch synów, zmienia imię, usuwa napletek sobie i synom, wypędza pierwszego z nich, próbuje zabić drugiego, walczy na wojnie, usiłuje ratować wielkie miasto od zguby, kupuje ziemię, chowa w niej swoją żonę, zakłada kolejną rodzinę i umiera dokładnie sto lat później.” Czy takiego Abrama pamiętacie z kazań?
Autor próbuje uświadomić czytelnikom, że z Wcielenia Boga robi się choinkę, a współcześnie bliżsi jesteśmy ocenianiu Go, a nie próbie poznania. Stara się także uświadomić, że chrześcijanin nie robi nic w czasie teraźniejszym, co nie tworzyłoby jego czasu przyszłego. Oprócz tego zwraca uwagę na polski automatyzm, który sprawia, że chrzest przyjmuje się jako rodzinną imprezę z okazji narodzin dziecka, do Pierwszej Komunii idzie się, bo jest się w klasie drugiej, do bierzmowania – bo idą wszyscy.
Dlatego kolejna już publikacja Hołowni to próba poznania się lepiej z Bogiem, zaprzyjaźnienia się z nim i zrozumienia na tyle, na ile jest to możliwe. Nie jest to książka tylko dla chrześcijan, którzy edukację zakończyli w szkole średniej i od tej pory nie wyszli poza tę wiedzę. To dla wszystkich, którzy poszukują, którzy chcą wiedzieć więcej, tym bardziej, że Hołownia nie ogranicza się tylko do swoich przemyśleń, a wszystkie rozdziały umocnione są tytułami, po które warto byłoby sięgnąć. Bo po to właśnie jest ta książka – by sięgnąć głębiej i przy tym nie ziewać, jak przy słowie „teologia”.
Iwona Kusiak
(iwona.kusiak@dlalejdis.pl)
Szymon Hołownia, „Bóg – życie i twórczość”, Znak 2010
Komentarze