Fabuła
Anna jest córką burmistrza, który traktuje córkę jak wyborczy rekwizyt. Musi być idealna. Osiemnastolatka powraca do domu z Nowego Jorku, gdzie uczyła się przez praktycznie całe swoje życie. Umie żyć w narzuconym jej świecie, ale szuka swojej ścieżki. Kiedy poznaje na swojej drodze starszego od niej Jax'a, jej życie zmienia się nie do poznania. Szef motocyklowego gangu „Boys from Hell” staje się jej jasnym punktem dnia. Początkowo uciekają przed uczuciem, lecz z czasem rozumieją, że nie jest tak łatwo oprzeć się pożądaniu. Ich miłość jest wyjątkowa oraz przeszkadza wielu osobom z otoczenia pary. Czy Anna i Jax poradzą sobie z nadciągającą burzą? Czy miłość potrafi przezwyciężyć wszelkie przeciwności i dać spokojną przyszłość?
Moim zdaniem
Jestem fanką twórczości Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Potrafi w naprawdę przejmujący sposób pisać o miłości dwojga ludzi. Robi rollercoaster z wnętrzności oraz wywala człowieka na orbitę myśli. Czytałam wiele jej książek i muszę przyznać, bez bicia, że „Boys from Hell” mnie rozczarowała. Zacznę jednak od tego co mi się podobało, żeby zweryfikować z realiami.
Podoba mi się, że autorka potrafi, przez cała książkę, manipulować uczuciami. Nie ma tu jednego, przyjętego tempa. Kiedy wydaje się, że nic nas nie zaskoczy, nagle: bam i ruszamy z siłą wystrzelonego pocisku. Serce wystukuje szaleńczy rytm, a ja nie wiem gdzie jest ziemia, a gdzie sufit. Takie zaskoczenia sprawiają, że książka wciąga w swoje odmęty i nie daje się odłożyć na później.
Bohaterowie, kolejna perełka wśród literek. Anna jest dziewczyną, która zna swoją wartość. Przejmuje się opinią innych, ale w zdrowy sposób. Nie bierze na barki całego idiotyzmu świata, zna granice. Niemniej bolą ją docinki i niesłuszne oskarżenia. Normalna reakcja na niesprawiedliwość. Jax, to dwudziestopięcioletni mężczyzna, który wie czego chce w życiu. Prowadzi gang motocyklowy, ale jest również biznesmenem. Ma milion pomysłów na minutę oraz stara się rozwijać. Poznanie Ann napędza go do działania i nie pozwala osiąść na laurach. Dzięki niej chce być coraz lepszy. Niestety demony niepewności go dopadają, a on nie potrafi poradzić sobie z coraz to nowymi wątpliwościami. Główni bohaterowie są jednocześnie bardzo do siebie podobni, a zaraz bardzo różni. Oboje mają wybuchowe charakterki, których nie da się tak łatwo poskromić. Wielcy zazdrośnicy, krew ich zalewa jak koło partnera pojawia się inny/a zainteresowany/a osobnik. Emocje buzują, a oni nie potrafią ich opanować. Autorka bardzo dobrze wykreowała tą cechę charakteru. Dzięki takiemu zabiegowi, możemy jeszcze lepiej zbliżyć się do postaci i poczuć to co oni. Bardzo podobało mi się, że fabuła mknęła, a ja nie czułam żeby cokolwiek było przeciągane. Miło spędzony czas w styczniowe popołudnie.
Czas przejść do wad, które moim zdaniem, bardzo wyraźnie odcisnęły się na całości odbioru. Po pierwsze: tempo wybuchającego uczucia. Rozumiem, że może kogoś trafić, jak grom z jasnego nieba, ale w przypadku „Boys from Hell” stało się to za szybko. Czułam się, jakby już się kochali na 20 stronie. Tak szybko? Warto by było popracować jednak trochę nad tym aspektem. Czytelnik biorąc książkę do ręki, zdaje sobie sprawę, że i tak będą coś do siebie czuć. Potrzymanie go w napięciu jest dobrym zabiegiem. Brakowało mi tego nerwowego wyczekiwania – jak to się dalej potoczy? Kto zrobi pierwszy ruch? Tutaj tego nie było, szast, prast i dostajemy wszystko na talerzu.
Niedopracowanie, to kolejny punkt książki. Złe wykorzystanie powiedzeń, np. doprowadza mnie to do pasji... Lepiej brzmiało by: do szału. Podczas czytania, większość sformułowań wypada blado i nie zgadza z tymi ogólnie przyjętymi. Powtórzenia wyskakują na każdym kroku, nawet w jednym zdaniu. Najlepsze jest to, że nie chodzi tylko o pojedyncze słowa. Frazy kończące jeden rozdział, rozpoczynają następny. Mam nadzieję, że w finalnym egzemplarzu zostanie to poprawione.
Mówienie do siebie przez główną bohaterkę jest dla mnie zrozumiałe. Sama tak robię, jednak nie trzeba o tym przypominać co chwilę czytelnikowi. Co lepsze, robi to bardzo często patrząc komuś w twarz. Rozmówca zachowuje się jakby tego nie widział. Nienaturalność aż bije po oczach.
Ostatnim elementem jest dość głupie zachowanie głównej bohaterki. Oburza się, kiedy nazywa się ją gówniarą, ale wiele razy daje do zrozumienia, że po prostu taka jest. Przytoczyć można tutaj powtarzający się przypadek wracania ze szkoły przez las. Przy kolejnej, niebezpiecznej sytuacji, mówi że już nie będzie tamtędy szła, a jednak ciągle to robi. Jak grochem o ścianę. Taka dwubiegunowość charakteru denerwuje. Czytelnik lubi być zaskakiwany, ale nie rozchwianiem postaci.
Ufff, trochę tego było. Musiałam napisać co mi się nie podoba, ponieważ nie byłabym sobą. Mam wielka nadzieję, że wydawnictwo przyjrzy się dokładnie tekstowi i wyłapie nieścisłości. Szczególnie wyczulony powinien być dział korekty. Nie jestem alfą i omegą, ale nawet ja widzę, kiedy coś nie gra. Trzymam kciuki, aby błędy zostały skorygowane, ponieważ powieść ma potencjał. Niknie on jednak pod warstwą lekkiego absurdu oraz błędów.
Podsumowując: czekam na wersję finalną, żeby zobaczyć co się zadziało przy poprawkach. Pomysł powieści jest ciekawy, ale nie odkrywczy. Podoba mi się, że autorka, kolejny raz, potrafi wykrzesać z siebie talent i pogmerać w emocjach. Wielkim plusem są sceny, które dzieją się od 20 rozdziału. Mimo, że jest trochę wyssanych z palca scen, to czytelnik cały czas żyje w niepewności. Jak to się skończy? Musicie przeczytać. Polecam fanom twórczości autorki oraz zwolennikom lekkiej lektury na jeden wieczór.
Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)
Agnieszka Lingas – Łoniewska, „Boys from Hell”, Gdynia, Novae Res, 2017
Komentarze