II wojna światowa to temat bardzo bliski mojemu sercu. Kiedy więc pojawiła się okazja przeczytania książki, w której najokrutniejsze działania zbrojne stały się głównym wątkiem fabuły, nie mogłam z tej możliwości nie skorzystać. Okładka powieści obiecywała naprawdę wiele: dwie dziecięce twarze, a nad nimi krzyż ze znakiem swastyki. Pełna entuzjazmu i ciekawości sięgnęłam więc po książkę wiedząc, że na pewno dostarczy mi wielu emocji i wrażeń. Z każdą kolejną przeczytaną stroną czułam jednak, że moje oczekiwania nie zostaną w tym przypadku spełnione.
Kefalonia, 1944 rok. Na wąskim pasie na wyspie na Morzu Jońskim, która była umownym gruntem neutralnym, ląduje ogromnych rozmiarów junkers Ju 390. Z luku załadowczego wytoczyła się ciężarówka, której tajemnicza zawartość – wielka konstrukcja zbudowana z miedzianych rurek, szklanych baniaków i agregatu grzejąco-chłodzącego – wzbudzała uzasadniony niepokój. Jak się później okazało aparatura miała służyć III Rzeszy stworzeniu ludzi o dowolnie wybranych cechach, co miało mieć znaczący wpływ na dalsze losy wojny. Na spotkaniu aliantów i Reichsführera SS zostaje podjęta decyzja o tym, który z braci noworodków, umieszczonych w naczyniach chemicznego sprzętu, jako pierwszy zostanie wyposażony w nadludzkie umiejętności.
Tajemnica, napięcie i ogromna niepewność – tak w kilku słowach można streścić książkę Pita Bassa. Pozycji z gatunku science fiction nie można odmówić tego, że stanęła na wysokości zadania i jako kolejna książka z kanonu obroniła honor fikcji literackiej, niosąc za sobą ogromny ładunek emocjonalny. Świetna kreacja bohaterów i specyficzny język z pewnością dodają pewnego kunsztu i działają na korzyść powieści. Dlaczego więc tak mało we mnie entuzjazmu i nie potrafię tak zwyczajnie zachwycić się tą nadzwyczajną historią? Powód może wydawać się błahy i pozbawiony obiektywizmu, co więcej – na pewno taki jest. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wykorzystywanie tematu, który dla wielu nadal żyjących świadków tamtych wydarzeń jest bolesnym i wciąż żywym wspomnieniem, palącym ich serca, jest swego rodzaju nietaktem. Tworzenie alternatywnej historii dziejów, które zapisały się jako najbardziej brutalne i krwawe, moim zdaniem jest bardzo nie na miejscu, ponieważ prawdziwe wydarzenia były dość bolesne i naprawdę nie trzeba jeszcze bardziej podsycać ognia cierpienia. Odnoszę wrażenie, że wielu czytelników mogłoby uznać, że prawda dla autora była zbyt nudna i trzeba było jeszcze dorzucić do niej swoją własną wizję, żeby zyskała w oczach młodych ludzi. Ja jednak nie umiem tego docenić, a wręcz czuję ogromny niesmak. I choć wielu się ze mną nie zgodzi, uważając, że nie umiem zrozumieć kreacji literackiej fikcji i spojrzeć na to chłodnym okiem, to ja i tak nie przekonam się do tej książki.
Ocenę powieści Pita Bassa pozostawiam w całości Wam, ponieważ każdy podejdzie do niej inaczej. Starsi czytelnicy mogą podzielać moje zdanie, ci młodsi mogą rozpływać się w zachwycie nad krwawą historią – wszystko zależy od tego, jakie wartości wyznajemy i jaką literacką rzeczywistość przyjmiemy jako bliższą sercu.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Pit Bass, „Bracia”, Novae Res 2017
Komentarze