Trylogia Tolkiena jest jedną z najbardziej popularnych książek na świecie i przyciąga uwagę czytelników z różnych warstw społecznych, kulturowych czy religijnych.
Bilbo Baggins po ukończeniu stu jedenastu lat postanawia opuścić Shire. Cały swój dobytek zostawia w spadku swojemu bratankowi Frodowi. Wśród wszystkich dóbr znajduje się też magiczny pierścień dający posiadaczowi możliwość bycia niewidzialnym oraz będący źródłem czarodziejskiej mocy, a zarazem stanowiący stały element zagrożenia. Pierścień, który bezwzględnie należy zniszczyć, aby uratować Śródziemie. Misja ta jest jednak niebezpieczna i wydaje się być niewykonalna. Frodo, jako Powiernik Pierścienia, wraz z towarzyszami - Bractwem Pierścienia - wyrusza w niebezpieczną podróż. Bractwo składa się z dziewięciu towarzyszy różnych ras: hobbitów Froda, Sama, Pippina i Merry’ego; czarodzieja Gandalfa; elfa Legolasa; krasnoluda Gimlego, a także ludzi Boromira, syna namiestnika Gondoru oraz Aragorna, syna Arathorna, prawowitego dziedzica tronu Gondoru. Żaden z nich nie wie, co go czeka, ale jedno jest pewne: jeśli się nie uda, świat pogrąży się w wiecznym mroku.
Nowe wydanie trylogii Tolkiena jest przepiękne i eleganckie. Zarówno na okładce, jak i w środku znajdziemy wiele kolorowych ilustracji oraz map, których autorem jest Alan Lee. Barwny, niezwykle bogaty styl narracji w połączeniu z oryginalnymi, stworzonymi specjalnie na potrzeby powieści językami poszczególnych ras (przede wszystkim elfów), tworzą niesamowity efekt. Lektura kolejnych stron zachwyca swoją precyzją, dopracowaniem i złożonością. Tolkien stworzył zupełnie nowy świat od podstaw, wraz z jego mitami, legendami, pieśniami i historiami.
Trochę wstyd się przyznać, ale do tej pory nie miałam przyjemności obcować z lekturą książki Tolkiena… W swojej prywatnej biblioteczce mam „Hobbita”, ale póki co kurzy się na półce i czeka na swoją kolej w bliżej nieokreślonej przyszłości. Powodem tego może być to, że nie jestem zwolenniczką tego typu literatury. Jeśli chodzi o ekranizację jego powieści, to jestem absolutną fanką. Dziwna sytuacja, bo fanką kina fantasy także nie jestem, a to jeden z niewielu filmów tego typu, który przypadł mi do gustu. Sądziłam, że język będzie ciężki i mało zrozumiały, a jest wręcz odwrotnie. Szybko i przyjemnie czyta się książkę, chociaż czasami pojawiają się jakieś archaizmy. Cieszę się, że po raz pierwszy mogłam odbyć tę podróż razem z „Bractwem Pierścienia” w wersji ilustrowanej Wydawnictwa Zysk i S-ka.
Klaudia Kwiatkowska
(klaudia.kwiatkowska@dlalejdis.pl)
J. R. R. Tolkien, „Bractwo Pierścienia”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2017
Komentarze