„Bramy Kijowa” – recenzja

Recenzja książki „Bramy Kijowa”.
XI wiek, poczatki państwa polskiego i tajna misja do wypełnienia w niespokojnych czasach walki o władzę. Oto przepis na dobrą powieść historyczną.

Zawsze lubiłam historię. W tej dotyczącej naszego kraju moim ulubionym okresem były czasy Piastów. Pamiętam, jak zaczytywałam się w książkach Pawła Jasienicy, jak chłonęłam ten nieznany, barbarzyński świat. Dziś, dzięki Grzegorzowi Kochmanowi, na chwilę znów mogłam przenieść się w czasie.

"Bramy Kijowa" są drugą częścią Trylogii Piastowskiej. Pierwsza, "Łowcy niewolników", cieszyła się bardzo dobrymi opiniami. Z ogromną ciekawością sięgnęłam więc po "Bramy Kijowa", aby przekonać się, czy i ja dam się wciągnąć w ten świat. Jak zwykle w takich sytuacjach, trochę obawiałam się tego, że swoją przygodę z tą trylogią zaczynam od środka, a to może zaburzyć odbiór lektury.

W "Bramach Kijowa" przenosimy się właściwie do początków czasów piastowskich. Od wchodniej granicy kraju jest niespokojnie – o panowanie w Kijowie walczą Świętopełk i Jarosław. Każdy z nich szuka sojuszników, buduje swoją pozycję, szykuje się do wyniszczającej walki. Książę piastowski Bolesław popiera Świętopełka i tym samym angażuje się w ten konflikt. Chęć wyrównania swoich prywatnych rachunków jest tu tak samo ważnym motywem, jak względy czysto polityczne. W tak niespokojnych okolicznościach towarzyszymy głównemu bohaterowi, Jaszy. Tło historyczne zobowiązuje, więc w tej opowieści trup ściele się gęsto, krew leje się strumieniami, nikt nie ma taryfy ulgowej. A w tym wszystkim przedzierają się zdrajcy, spiskowcy, sojusznicy, najemnicy. Każdy ma swój interes, swoją rolę, swoje cele. Są jak trybiki w całkiem dobrze naoliwionej średniowiecznej wojennej machinie.

To, w jaki sposób Grzegorz Kochman opowiada tę historię, jest chyba jej najmocniejszym punktem. Bardzo żywy i obrazowy sposób narracji pozwala poczuć się jednym z bohaterów tamtych wydarzeń. Jednocześnie książka nie jest przegadana, klimat epoki został doskonale oddany, a przy tym współczesny czytelnik nie gubi się w tym świecie. "Bramy Kijowa" mają też bardzo dynamiczną fabułę - to książka pełna historycznej akcji, z zajmującymi opisami średniowiecznych bitew. I - co chyba najłatwiej było zgubić, a tu zdecydowanie udało się zachować – to realia histryczne. Zbudowanie powieści na prawdziwych wydarzeniach historycznych to jedno, ale prawdziwą sztuką jest utrzymanie realizmu I klimatu epoki.

Grzegorz Kochman zaserwował czytelnikom zajmujacą i wciągającą lekcję historii. Widać bardzo dobre przygotowanie autora; czuć to, że ta ksiażka została dobrze przemyślana i zbudowana na solidnych historycznych podstawach. I działa na wyobraźnię. Jeśli pierwsza część tej trylogii była równie udana, to z pewnością muszę do niej powrócić. I, rzecz jasna, niecierpliwie wypatruję kontynuacji. 

AP
(biuro@dlalejdis.pl)

Grzegorz Kochman „Bramy Kijowa. Trylogia Piastowska” Wydawnictwo Novae Res 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat