„Bridget Jones. Szalejąc za facetem” - recenzja

Recenzja książki „Bridget Jones. Szalejąc za facetem”.
Helen Fielding po raz kolejny zabiera nas do niebanalnego świata Bridget Jones, gdzie wpadka goni wpadkę, ale ostatecznie wszystko jakimś cudem kończy się pozytywnie. A może to nastawienie Bridget sprawia, że tak jest?

Trzecia część, kultowej już serii, znów ukazuje nam codzienność Bridget Jones, która tym razem mierzy się z samotnym macierzyństwem, ale również odkrywa blaski i cienie randkowania online, a także poznaje smak mediów społecznościowych. Helen Fielding postawiła na sprawdzony i charakterystyczny dla całej serii lekki humor, który czasami przekracza granice dobrego smaku. Książka jest pełna ironii i absurdalnych sytuacji. Na nowo, dojrzała już Bridget, odkrywa swoją seksualność. Niestety tym razem jej partnerom brakuje tego „czegoś” – ikry, zróżnicowania emocji, charakteru. Chwilami są albo zbyt idealni, albo zbyt niedojrzali, a przez to odrobinę nieprawdziwi.

Fielding próbuje zgrabnie połączyć elementy komedii i dramatu. Dostajemy więc rozterki samotnej matki, widzimy sceny żałoby, a równocześnie obserwujemy, że Bridget Jones nadal się nie zmieniła – jest roztrzepana, jej relacje ze sprzętami elektronicznymi nie należą do prostych. Do tego nasza bohaterka łatwo wpada w kłopotliwe sytuacje, jest ciągle spóźniona i cały czas się odchudza, a do tego do szaleństwa kocha swoje dzieci – bezwarunkowo i chwilami zbyt mocno. „Bridget Jones. Szalejąc za facetem” znów ma formę pamiętnika, więc lektura jest szybka, przyjemna i bezproblemowa.

Choć książka ma swoje dobre momenty, nie brakuje w niej również rozczarowań. Nie przemówił do mnie chwilami żart, jakim operuje autorka. Bridget Jones jest już starsza, bardziej doświadczona życiowo, ale jej wybryki, język, poczucie humoru przypominają bardziej rozbrykaną nastolatkę, aniżeli kobietę w sile wieku. Wiem, wiem, chodzi o łamanie stereotypów, ale czasami zwyczajnie mnie to drażniło. Za wadę można też uznać powtarzalność, przez co trzecia część o życiu Bridget Jones nie dorównuje swoim poprzedniczkom. Zakończenie jest wręcz bajkowe, ale tego można było się spodziewać.

„Bridget Jones. Szalejąc za facetem” to lekka, pełna absurdu historia, która nie wymaga od czytelnika skupienia na fabule. Bridget nadal przelicza kalorie i kieliszki wypitego wina, więc dla fanów jej osoby będzie to sentymentalna podróż do jej świata. Ci, dla których będzie to pierwsze spotkanie z Bridget Jones, mogą czuć się zawiedzeni. Ja mam mieszane uczucia, ale ta książka uczy, że czasami warto nie być perfekcyjnym i zdecydowanie tej odsłonie o niepokornej Bridget Jones daleko do doskonałości. Może właśnie w tym tkwi sukces tej serii?

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

Helen Fielding, „Bridget Jones. Szalejąc za facetem”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat