„Brooklyn” – recenzja

Recenzja książki „Brooklyn”.
Wzruszająca opowieść o rozstaniu z tym, co się zna i kocha.

Prawie dekadę temu obejrzałam film zatytułowany „Brooklyn” z cenioną dziś Saoirse Ronan w roli głównej. Chociaż fabuły nie potrafiłabym przytoczyć, samo istnienie tego filmu pozostało w mojej pamięci, ponieważ bardzo mi się podobał. Myślałam niejednokrotnie nad tym, by go powtórnie obejrzeć i odświeżyć sobie losy Eilis Lacey – młodej Irlandki, która musiała emigrować za pracą i lepszym życiem do Ameryki. Wtedy nie miałam pojęcia, że film powstał na podstawie książki o tym samym tytule. Uzmysłowiłam to sobie za sprawą nowego wydania powieści, które ukazało się dzięki Wydawnictwu Rebis. Zamiast oglądać powtórnie film, przeczytałam po prostu książkę.

Nieoczekiwanie powieść wciągnęła mnie tak samo mocno, jak zrobił to film. Nie jest obszerna, ale wystarczająca, by zrozumieć, na czym polega przedstawiony problem. Historia ma poruszać przede wszystkim trudności, jakie napotykają na swojej drodze osoby zmuszone opuścić swoje miasto, swój kraj, a nawet swój kontynent w poszukiwaniu lepszego życia. Zwłaszcza gdy ma to miejsce w połowie XX wieku, kiedy telefony, laptopy i inne sprzęty elektronicznie nie pozwalają na codzienną komunikację. Dla dziewczyny pochodzącej z małej irlandzkiej wioski Ameryka okazała się nie snem, ale wyzwaniem.

Eilis Lacey jest niegłupia, pracowita i skłonna podnosić swoje kwalifikacje, ale co z tego, skoro jej miasto nie ma nic do zaoferowania. Musi wyjechać. Z pozoru wszystko się układa — wynajmuje pokój w mieszkaniu wraz z innymi Irlandkami, znajduje pracę, poznaje mężczyznę, ale czy to wystarczy, by pokonać tęsknotę za tym, co znane? Eilis niczym szczególnym się nie wyróżnia. Łatwo więc wyobrazić sobie, że na jej miejscu może być każdy.

Jest to dla mnie powieść smutna, ale nie przygnębiająca. Zmusza czytelnika do refleksji. Jest też świetnie napisana. Autor stworzył wiarygodny obraz osoby na emigracji. Krótka historia kryje między swoimi stronami coś więcej niż losy Eilis. Nie ma wartkiej akcji, brak tu plot twistów, fajerwerków i dramatycznych scen (no może poza jedną). To właśnie uwiarygadnia przedstawioną historię. Przeczytałam książkę i teraz znów mam ochotę obejrzeć film. W końcu dobrych historii nigdy za wiele.

Emilia Ogrodzińska

Colm Tóibin, „Brooklyn”, Wydawnictwo Rebis, Poznań, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat