Instruktorka jogi – Maria Paterson po śmierci ojca znajduje się w bardzo trudnym momencie życiowym. Czując, że traci swoje miejsce na ziemi, postanawia udać się do buddyjskiego klasztoru w Plum Village we Francji. Wielogodzinne medytacje, życie w ascetycznym pomieszczeniu, nasiono granatu, czy też wypchana walizka to właśnie one udzieliły bohaterce najważniejszych lekcji życia. „Mnisi i ja” to książka o odkrywaniu codziennych radości, zupełnie nowe spojrzenie na piękno, jakie skrywa w sobie drugi człowiek.
Buddyjski świat jest ci obcy? To nic, gdyż mnie również nie jest bliski, a jednak książka ta wywołała we mnie szczególnie pozytywne wrażenie. Autorka przybliża czytelnikom specyfikę tego środowiska i prawdy, jakimi kieruje się na co dzień. I muszę przyznać, że czyni to w fenomenalny sposób. Nie nachalny, ale bardzo rzeczywisty, bowiem opisuje swoje przeżycia. Doświadczenia te wciągają czytelnika,do tego stopnia, że w pewnym momencie poczułam się, jakbym była w samym centrum wydarzeń. Zatem nawet najwięksi laicy w tematyce buddyjskiej mogą po nią sięgnąć bez obaw, że nie będą wiedzieli o czym mowa.
Na olbrzymi plus zasługuje wzbogacenie książki „Mnisi i ja” różnego rodzaju sentencjami. Muszę przyznać, że zostały one dobrane w niesamowicie trafny sposób! Ich liczba nie przygniata czytelnika, a wręcz przeciwnie. Są idealnym podsumowaniem treści, a przede wszystkim silnie przemawiają do odbiorcy i potęgują jego doznania. Bez wątpienia, skłaniają do refleksji i pozostają w pamięci na długo.
Stoicki spokój i wyważenie towarzyszy czytelnikowi od pierwszego, aż do ostatniego słowa tej książki. Sięgając po „Mnisi i ja” musisz być przygotowana na niesamowite doznania. Książka ta w swoisty sposób wyciszyła mnie i poruszyła do szpiku kości. Zwróciła uwagę na rzeczy, o których zapominam w codziennym życiu. Mary Paterson z pewnością chciała skłonić czytelnika do myślenia i przeanalizowania swojego życia. I muszę przyznać, że udało się jej to w 100%.
Mary Paterson wysuwa w swojej książce proste prawdy i wnioski, o których niestety często zapominamy w codziennym życiu. Autorka pokazuje w jaki sposób można zacząć cieszyć się z małych rzeczy, na które składa się nasza codzienność. Po co denerwować się sytuacjami, na które nie mamy wpływu? A w jakim celu uczestniczyć w tzw. „wyścigu szczurów”? Pomimo, że większość z nas zdaje sobie sprawę o bezsensowności takich sytuacji, to niewiele z nas wie jak to uczynić i właśnie dlatego warto sięgnąć po tę książkę!
Joanna Ulanowicz
(joanna.ulanowicz@dlalejdis.pl)
Mary Paterson, „Mnisi i ja”, Illuminatio, Białystok 2013
Komentarze