Ich codzienność nie jest barwna, a wręcz do cna wybarwiona z pozytywnych uczuć. I chociaż strój tamtejszych kobiet to nie czarna charakterystyczna burka kojarząca się z bólem i upokorzeniem, a wielobarwna sari – losy kobiet tam żyjących są analogiczne. Nepal. Kto by pomyślał…
„Burka w Nepalu nazywa się sari” polskiego działacza humanitarnego oraz dziennikarki Edyty Stępczak to utwór, który ma charakter reportażu. Kobieta przybliża czytelnikowi egzystowanie w azjatyckim mieście Nepal, a także sylwetki kobiet, które usilnie pragną zmienić system i porzucić dotychczasowe życie po to, by zmienić swoją codzienność i codzienność przyszłych pokoleń, która nie jest i długo jeszcze nie będzie spokojna i satysfakcjonująca.
Książka należy do powieści bardzo wciągających. Czytałam ją szybko, jednym tchem, łapiąc kolejne strony utworu. Chociaż nie należy do obszernych – liczy niespełna 390 stron – jest bardzo wartościową propozycją dla tych, którzy chcą pogłębić swoją wiedzę, jak również poznać od przysłowiowej „podszewki” losy kobiet żyjących w Nepalu. Opowiada o współczesności. O pragnieniach kobiet, które niejednokrotnie ryzykują zdrowiem i życiem, aby przerwać procedery tam występujące.
Z zaciekawieniem, ale i z pogardą dla tamtejszych mieszkańców czytałam szokujące dla mnie fakty – takie jak losy kobiet w nepalskich burdelach czy oschłe zachowania męża w stosunku do swojej żony, po to, aby wywrzeć na gościach „dobre wrażenie”. Dzięki książce poznałam również nowe, nieznane mi jak dotąd zwyczaje i tradycje. Miałam okazję dowiedzieć się o ceremoniach i obrzędach, znacznie poszerzając swój zakres terminologii.
Pomimo tego iż, jak wspomniałam wcześniej, utwór czyta się szybko, jest to niewątpliwie ciężka książka, którą trzeba czytać ze zrozumieniem.
Emilia Sękowska
(emilia.sekowska@dlalejdis.pl)
Edyta Stępczak , „Burka w Nepalu nazywa się sari”, Znak, Kraków, 2018 r.
Komentarze