Lubię magiczną tematykę, więc siłą rzeczy moją uwagę przyciągają książki odnoszące się do polowań na czarownice i palenia ich na stosach. „Bursztynowa czarownica” zrobiła to bez trudu, mimo że autor był mi nieznany, a w opis się nie zagłębiałam.
Wydawca obiecuje „poruszającą historię dziewczyny, oskarżonej o czary”. Akcja tej powieści rozgrywa się podczas wojny trzydziestoletniej. Maria Schweidler, córka pastora, pragnąc uśmierzyć ból i nędzę dotkniętych wojną mieszkańców wioski, postanawia sprzedać znaleziony bursztyn i kupić jedzenie dla głodujących. Pada jednak ofiarą plotek rozsiewanych przez parającą się czarami sąsiadkę i staje przed sądem oskarżona o bycie wiedźmą.
Książka od początku mnie zaciekawiła. Autor zaoferował bowiem interesujące spojrzenie na wojnę trzydziestoletnią, a fabuła została bardzo zgrabnie skomponowana. Wilhelm Meinhold nie przeładował akcji, a jednocześnie nie można narzekać na jej brak. Choć „Bursztynowa czarownica” sprawia wrażenie nieco kronikarskiej, a jej język czasem jest dość trudny, dobrze się ją czyta. Archaizmy czy łacińskie wtrącenia świetnie budują bowiem klimat. Dobrze, że to jedna z tych książek, w których nie zapomniano o dodawaniu tłumaczeń z obcego języka (wszystkie znajdują się na końcu). Tłumaczkę należy pochwalić, bo po ilości przypisów widać jej rzetelne podejście do tematu.
Opowieść o dziewczynie, która stanęła w obliczu zmanipulowanego, ziejącego nienawiścią społeczeństwa wywołała u mnie sporo różnych emocji i parę przemyśleń. Mimo spokojnego tonu czuć napięcie i przestrach. Choć łatwo przewidzieć pewne wydarzenia, element pewnego zaskoczenia, czy bardziej niedowierzania w bestialstwo ludzi, nie uciekł.
Straszliwe działania związane z polowaniem na czarownice zostały w książce przedstawione niezwykle realistycznie. Krew nie lała się bez sensu jak w gatunku gore. Nie było tam niczego drastycznego, ale opisy działały na wyobraźnię i wywoływały dreszcze.
W książce znalazło się sporo ciekawych zjawisk zachodzących w społeczeństwie XVII wieku, ale ogromną rolę położono także na więzi międzyludzkie (ojca i córki). Efektem tego jest fabuła złożona pod względem spraw ludzkich. Dzięki dopracowaniu właśnie tych elementów „Bursztynowa czarownica” wyszła jeszcze bardziej wyraziście.
„Bursztynowa czarownica” to książka całkiem nieźle wciągająca, choć chwilami trudna. Nie wydaje się jednak, by wrażliwszym czytelnikom mogła się nie spodobać, bo autor podszedł do tematu w sposób wyważony i realistyczny. Ukazał ludzkie wady w odniesieniu do tematu, który w literaturze przewija się od lat. Mimo to, na pewno nie jest to książka jedna z wielu, więc szczerze ją polecam osobom niezamkniętym na uczucia, których interesują motywy związane z zachowaniami społeczeństw, wywołanymi propagandą oraz to, do czego mogą doprowadzić plotki. Nie powiem, by szczególnie mnie zachwyciła, ale czas z nią spędziłam miło.
Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)
Wilhelm Meinhold, „Bursztynowa czarownica”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2024.
Komentarze