W 1906 r. po raz pierwszy kobieta została wykładowcą na paryskiej Sorbonie, a nazywała się Maria Skłodowska-Curie. W tym samym roku w Polsce ukazała się książka zaledwie 22-letniej Zofii Nałkowskiej ?Kobiety?. To nie zbieg okoliczności, ale efekt emancypacji kobiet. Zalążki tego ruchu pojawiły się już pod koniec XVIII wieku, ale całkowity rozkwit nastąpił w kolejnym stuleciu.
Dzięki Zofii Nałkowskiej mamy szansę obserwować przemianę obyczajową, jaka zaszła w Polsce na początku XX wieku. Kiedy panujący niezmiennie od stuleci patriarchalny system społeczny, zaczął się powoli rozpadać, niczym kolos na glinianych nogach. A z jego szczątków zrodziło się równouprawnienia obu płci.
?Kobiety? to jednak nie manifest feministyczny, ale historia dojrzewania ? młodej, inteligentnej, świadomej swych atutów, tak cielesnych, jak i duchowych ? Janiny Dernowiczównej. Doszukujemy się w niej wątków autobiograficznych, bo przecież główna bohaterka wykazuje niezwykłe podobieństwo z samą pisarką. Co więcej w tym kobiecym portrecie odnajdziemy cząstkę siebie także i my dzisiaj, mimo upływu ponad 100 lat.
Nałkowska odsłoniła przed czytelnikiem niezwykłą dwoistość żeńskiej egzystencji w czasach sobie współczesnych. Kobiety bowiem postrzegano w dwóch kategoriach. Pierwszą stanowiły ?kobiety szanujące się?. Opisane przez jedną z bohaterek, może trochę niesprawiedliwie, jako ?brzydkie, niesmacznie ubrane, pozbawione szyku i wdzięku, nudne, głupie?. W tej grupie dominowały mężatki, których ciężki, uzależniony całkowicie od męża los, oscylował jedynie wokół niego i domowych obowiązków: ?po uśpieniu dzieci i wykłóceniu się ze służącą przy wieczornym rachunku ? przebierają się w czystą, opłakanego kroju koszulę nocną, mówią pacierz i kładą się spać (?) z myślą: ?że też on tak późno wraca z tych sesji...?. Ona ? matka, żona, gospodyni, ale nigdy nie człowiek, bowiem ?kobiety tak rzadko? miały wówczas sposobność ?występować w charakterze ludzi?. Nie istniały niemal także jako istoty seksualne, poza oficjalną rozrodczą funkcją.
Erotyka, uznawana wtedy za brudną i plugawą (przynajmniej oficjalnie), stała się domeną tej drugiej kategorii kobiet. Znajdowały się tu ?typy ładne, żywiołowe (...) wybrakowane, jako niepewne, bardziej uświadomione, więcej wymagające?, zasilające często ?szeregi prostytucji?. Nałkowska zresztą dużo miejsca poświęciła tej najstarszej profesji. Słowami jednej z książkowych postaci tłumaczyła istnienie prostytucji odwiecznym stosunkiem do postrzegania kobiet i dzielenia ich na dwie wspomniane wyżej grupy, przy czym jedna miała stanowić dopełnienie drugiej. Wyraźnie zarysowała się tu opinia pisarki i jej dążenie do wyemancypowania kobiet, a tym samym wyeksponowania ich cielesności i seksualności, jako naturalnej strony kobiecego ja. ?Z tej zupełnej fuzji dopiero, z takiego zrównania poziomu wyłoni się synteza kobiety, nowy, pełny typ, który różniczkować się będzie już tylko na podstawie indywidualności, a nie fachu?. Pisarka dowodziła, że taki sztuczny podział na moralne i niemoralne kobiety został ukształtowany przez mężczyzn, którzy na takim podziale kobiet na cnotliwe i dziwki wiele zyskiwali: ?On jest pełnym człowiekiem ? posiada wszystko: tam ? cyganeria, hulanka, tu ? czysty, ciepły blask ogniska domowego, rozkosze ojcostwa, kochająca, wierna kobieta... Gdy jedno mu się znudzi ? idzie po drugie?. Kobiety natomiast traciły, bez względu na to, do której kategorii się zaliczały: ?my jesteśmy kalekami ? wszystkie?.
Bohaterki książki zastanawiały się, jaka będzie kobieta przyszłości. Z zaskoczeniem odkryłyby, że więcej nas łączy niż dzieli. Podobnie bowiem przeżywamy miłość. Na początku prowadzimy wyrafinowane gierki: gramy ?rolę obleganej fortecy? po to tylko by móc poddać się z rozkoszą ?kapitulacji?, bacząc jednak by nie dać ukochanemu ?nad sobą przewagi?. W fazie zakochania tracimy całkiem głowę i chcąc nie chcąc mężczyzna zyskuje nad nami ogromną władzę ?Można sobie perswadować przez całe życie, że mamy równe prawa z mężczyzną i zdolne jesteśmy do wytrzymania tej samej wolności, co oni ? ale chwila przyjdzie, kiedy za tę jedną prawdziwą miłość oddałoby się wszystkie jej surogaty...?.
Kiedy mija okres szaleńczego zauroczenia, podobnie jak kobiety, które żyły na początku XX wieku jesteśmy ?już w fazie reakcji? i wszystko, co wiążę się z tym dotychczas przez nas umiłowanym kochankiem, w przypadku bohaterki ?jego obcisłe spodnie i palone buty?, budzą wstręt. ?Pogardę mam wówczas także dla siebie za to, że to wszystko mogło na mnie robić wrażenie?. Porzucane i odtrącane, zarówno sto lat wcześniej, jak i obecnie bywamy także my ? kobiety. Wówczas przywiedzione do granic rozpaczy: ?niemym krzykiem? rozwieramy ?omdlałe usta i cichym, umęczonym wzrokiem? patrzymy ?w rozmigotaną ciemność?. Ukrywamy ten dławiący nas ból przed społeczeństwem, walcząc by czające się ?w kącikach oczu, zbliżonych do skroni (?) migocące łzy? nie spłynęły wartkim strumieniem po policzku i ?patrzeniem w górę? staramy się ?cofnąć je ku wnętrzu, żeby spłynęły na serce?.
Niezwykłej barwy ?Kobietom? dodaje subtelna, lecz niezwykle zmysłowa erotyka: ?Całą duszę moją ściągnęłam na tę chwilę z nieskończonych bezmiarów wszechmyśli i świata ? i skupiłam w tym jednym pocałunku?. Zapewne dość odważna, jak na ówczesne realia. Sądzę, że Nałkowska pomijając walory estetyczne tego rodzaju opisów, wprowadziła je po to, by pokazać, że kobieta ma prawo do seksu nie tylko, jako środka służącego do prokreacji, ale także, a może przede wszystkim takiego, który rozpala wszystkie zmysły i dostarcza rozkoszy.
Pomijając przedstawione wyżej walory, warto przeczytać książkę Nałkowskiej, choćby po to, by poznać światopogląd ówczesnej młodej, inteligentnej kobiety i porównać go z własnym, czy to aktualnie przeżywanym, czy przywołanym we wspomnieniach. Młodość to często nieznajomość samego siebie, poczucie zagubienia i niezrozumienia: ?wydaje mi się czasami, że na ziemię zabłąkałam się przypadkiem, tak nic nie jestem przystosowana do życia...?. To również pycha, buta, zarozumialstwo: ?Ciekawam ? mówię ? co myślą sobie brzydcy ludzie... My tak przywykłyśmy do tego, że jesteśmy ładne?. Czy powinniśmy wytykać tę próżność bohaterce, a czyż sami pozostajemy od niej wolni? W każdym z nas, bez względu na wiek, tkwi ziarno samouwielbienia, które czasem albo często dochodzi do głosu. Wszak ?próżność jest tylko wyrobionym poczuciem estetycznym?.
?Kobiety? Zofii Nałkowskiej to inteligenta, interesująca i wartościowa książka. Powinna ją przeczytać zwłaszcza żeńska część naszej populacji, by pamiętać o roli i znaczeniu, jakie odegrały osoby typu Nałkowskiej w ukształtowaniu nas ? kobiet XXI wieku. To im bowiem zawdzięczamy to, że z przedmiotów stałyśmy się podmiotami praw i obowiązków obywatelskich.
Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)
Zofia Nałkowska ?Kobiety?, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010
Komentarze