Książka, w której te bohaterki się znalazły jest nietypowa dlatego, że jest zapisem z terapii, na którą wspólnie uczęszczały. Co z tego wynika?
„Być kobietą i wreszcie zwariować” to kontynuacja zapisków z terapii, które znalazły się w „Być kobietą i nie zwariować”. Na tom składa się sześć rozdziałów, które jednocześnie są relacją z sześciu dni spotkań w grupie. Uczestniczą w nich te same pacjentki i oczywiście ta sama terapeutka, czyli autorka – Katarzyna Miller. Czym się więc różni część druga? Otóż w tym tomie głównym celem jest pokazanie, że wśród wszystkich problemów, które dotykają nas, kobiety nie można się zupełnie zatracić i załamać. Należy spojrzeć na siebie z innej, nowej strony i oszaleć dla samej siebie, bo w końcu każda z nas jest wyjątkowa i niepowtarzalna.
Po przeczytaniu kilku stron zaczęłam się zastanawiać, jak można stworzyć dodającą otuchę książkę przedstawiającą problemy kobiet, które zdecydowały się na psychoterapię grupową. A jednak! Na samym wstępie wszystkie bohaterki zostały przedstawione, więc od razu dowiadujemy się czym się zajmują, jaka jest ich sytuacja rodzinna, z czym sobie nie radzą, jakie mają marzenia. Z każdą kolejną stroną rysuje nam się coraz dokładniej ich charakter i osobowość. Jest to o tyle ciekawe, że ma się wrażenie jakby czytało się pamiętnik każdej z nich. Im więcej zdradzonych sekretów i wylanych żali, tym więcej słów otuchy ze strony koleżanek z grupy wsparcia. Nie brakuje też bezpośrednich uwag i różnych opinii na jeden temat. Daje to szeroki pogląd na problemy w związku, problemy łóżkowe, czy problemy z akceptacją siebie. Ta książka udowadnia, że czasami wystarczy wypowiedzieć na głos swoje zmartwienie, a zmierzenie się z nim będzie o wiele łatwiejsze. Zwłaszcza, gdy ma się przy sobie kilka obiektywnych opinii, które pozwolą jaśniej o tym pomyśleć.
Aby przeczytać tę książkę, należy nastawić się na dawkę śmiechu, łez, wzruszenia i refleksji. Ja dokładnie to odczuwałam. Nie była to dla mnie lektura na każdy moment dnia, czy do wyciszenia się. To była lektura, po którą sięgałam, kiedy byłam w nastroju melancholijnym i mogłam wczuć się lepiej w „klimat” terapii. Obraz autentycznych problemów tamtych kobiet może być mimo wszystko pociechą dla każdej z nas, że każde niepowodzenie jest rzeczą ludzką. Każdy nieudany związek i każde potknięcia finansowe da się znieść i wyjść na prostą. Najważniejsze jednak jest w tym wszystkim to, żeby nie utracić po drodze swojego cennego życia na myślenie tylko i wyłącznie o problemach.
Katarzyna Picz
(Katarzyna.picz@dlalejdis.pl)
Katarzyna Miller, „Być kobietą i wreszcie zwariować”, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2104
Komentarze