Wydanie ?Renegata? utrzymane jest na dobrym poziomie, do którego Fabryka przyzwyczaiła czytelników, niestety okładka książki to jedna z gorszych prac Piotra Cieślińskiego. Choć dynamiczna, jest niezbyt intrygująca i mało oryginalna, a jeśli chodzi o spójność z treścią książki, to bardziej na miejscu byłby tu Vesper na wojskowej pryczy trzymający w dłoni czaszkę z nienaturalnie długimi kłami, a nad nim chmurka z tekstem ?Być Nocarzem czy być Renegatem oto jest pytanie??.
Skoro słowo się rzekło, pójdźmy tym tropem i zacznijmy od tego, co mi się w Renegacie nie podobało. Naszego głównego bohatera Vespera przez całą książkę dręczy straszny ból egzystencjalny, a jego rozterki, które zajmują niemal połowę książki, bywały mocno irytujące. Wreszcie, kiedy pod koniec historii postać sama zauważa, że trochę smęci, okazuje się, że te wszystkie jęki w zamyśle autorki miały nadać jej głębi. Przemiana bohatera trwa dosyć długo i ostatecznie jest przekonująca, chociaż jego nieustanne autoanalizy mocno spowalniają tempo. Na plus Vespera przemawia fakt, że po drodze wreszcie zaczął zabijać i przeklinać, zamiast przepraszać i tłumaczyć, co choć w prawdziwym życiu nader karygodne, w przypadku powieści znacznie poprawia jej dynamikę.
Choć w ?Renegacie? Vesper nieco się nobilituje, za nic nie poszłabym z nim na randkę. Nie dosyć, że sceny seksu brzmią w tej książce tak, jakby autorka wiedzę na ten temat czerpała z rubryki ?mój pierwszy raz? w ?Bravo?, to chłopak strasznie szybko kończy. Umiejętnie budowane napięcie pomiędzy Vesperem a panią renegatów Araneą, zasługiwałoby na zdecydowanie bardziej wyrafinowaną konsumpcję, niż szybki numer za kulisami balu sylwestrowego.
Mam jeszcze kilka zastrzeżeń w kwestii wielokrotnie podkreślanej męskości literatury Magdaleny Kozak. Niech za przykład posłuży mi kwestia tego, czy prawdziwy facet zwraca się do siebie słowami ?chłopczyku?? ?Wszystko będzie w porządku chłopczyku?, którym pociesza się w myślach Vesper, to sformułowanie pasowałby do Akademii Pana Kleksa, normalny renegat powiedziałby ?Wszystko będzie ok, stary?. Tego typu zwrotów jest w książce niestety o wiele za dużo, zarówno w rozważaniach wewnętrznych bohatera jak i w dialogach, a jeśli ktoś nazywa to męską prozą, to chyba ma bardzo niepochlebną opinię o męskości.
Kiedy bohater trafia do obozu przeciwnika, osławionych złych renegatów, którzy, aby żyć zabijają ludzi, spodziewałam się po nich nieco bardziej twardych obyczajów. A oni co robią? Płaczą, padają sobie w ramiona, a wreszcie śpiewają sobie razem w kółeczku piosenki przy akompaniamencie gitary swojego generała. Źli, niedobrzy renegaci niewiele różnią się od harcerstwa, bo przecież w gruncie rzeczy są mili i dobrzy, tylko tak im się w życiu nie ułożyło, że raz na jakiś czas muszą kogoś zamordować, żeby nie umrzeć z głodu. A przez to okazuje się, ze wszyscy mają traumę i Vesper przestaje być sam ze swoim bólem istnienia. Na tym jednak nie koniec mojej niechęci do renegatów - szczyt żenady w tej książce to tysiącletni wampir, który jak zahipnotyzowany śpiewa Purple Rain, na balu sylwestrowym jak z marzeń metalowców, którzy wierzą, że są wampirami i tłumnie zaludniają bolkowskie Castle Party. Absolutnie nie mam nic przeciwko tego typu imprezom, ale na samo wspomnienie utrzymanego w gotyckim klimacie balu wampirów nasuwa mi się pytanie - gdzie tu jest jakakolwiek oryginalność?
Teraz wypadałoby napisać o tym, co mi się w ?Renegacie? podobało, tak więc zacznijmy od bardzo dobrego wejścia z Cichowężem. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału poczułam, że wreszcie mam w ręku książkę o wampirach, polała się krew, Vesper poznał naturę drapieżcy, znalazł się po przeciwnej stronie barykady i wreszcie zaczął zachować się jak na wampira przystało. Wielka szkoda, że cała książka była równie pełna napięcia co Cichowąż, choć w porównaniu z ?Nocarzem?, ?Renegat? wypada zdecydowanie na plus. Znajdziemy tu więcej akcji, a zarazem prawdziwych emocji, dzięki czemu robi się o wiele intensywniej. Książkę dobrze się czyta, Vesper z każdą stroną coraz mniej użala się nad sobą, a coraz więcej działa. Jako generał renegatów sprawdza się naprawdę nieźle, a opisy treningów, jakimi raczy swoją jednostkę specjalną czyta się z prawdziwą przyjemnością.
Bardzo dobrym posunięciem jest wprowadzenie nowych wrogów wampirów, tzw. ?watykańskich?. Nie wiadomo, kim są, nie wiadomo dla kogo pracują i dlaczego tak bardzo nienawidzą wampirów, ale jasne jest jedno ? to fanatycy, którzy nie cofną się przed niczym. A ponieważ za fanatykami nie przepadam, z niecierpliwością czekam na to, jak Vesper się z nimi rozprawi.
Podobnie jak w ?Nocarzu? to, co naprawdę urzekło mnie w ?Renegacie? to genialne zakończenie tej książki. Mocne, krwawe, zaskakujące i intrygujące. Nie chcę niczego zdradzać, ale warto pomęczyć się z bolejącym nad swym losem Vesperem, żeby dotrzeć do ostatnich stron.
Na uznanie bez wątpienia zasługuje spójność koncepcji, która łączy książki. Akcja obydwu części jest ze sobą silnie powiązana, czuć tu zaplanowaną fabułę i strategię narracyjną.
W pewnym sensie ta książka jest jak Harlequin. To, że czyta się ją dobrze, wcale nie oznacza, że jest dobra. Jest to naprawdę świetne, wciągające czytadło, ale ani pod względem językowym, ani fabularnym do wybitnych książek nie należy. ?Renegat? ma swoje bardzo dobre momenty, ale stanowią one zdecydowaną mniejszość całej narracji, co mam nadzieję ulegnie zmianie w trzecim tomie. Bowiem, choć moja opinia może wydawać się nazbyt krytyczna, po rewelacyjnym zakończeniu, którym Magdalena Kozaka zwieńczyła ?Renegata?, nie istnieje możliwość, żeby powiedzieć ?dziękuję?, skończę na tym tomie. Tak więc jeśli ktoś nie ma ochoty na dłuższą opowieść, niech lepiej nie zaczyna pierwszej książki, bo tą trylogię po prostu trzeba przeczytać w całości.
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Magdalena Kozak, ?Renegat. Wydanie drugie?, Fabryka Słów 2010
Komentarze