„Był sobie książę...” - recenzja

Recenzja książki „Był sobie książę...”.
Miłość jak z bajki? Książę zakochany w prostej dziewczynie?

Czy takie sytuacje mogą zdarzyć się w realnym świecie? Chcę wierzyć, że tak! Właśnie dlatego moją uwagę przykuła powieść Rachel Hauck „Był sobie książę...”.

Susanna to młoda dziewczyna, która od dwunastu lat spotyka się z Adamem. Mieli lepsze i gorsze dni, jak każda para, ale bohaterka wierzyła, że wezmą ślub i wspólnie doczekają starości. Niestety los miał inne plany i chłopak rzuca Susannę dla innej w dość banalny sposób. Złamane serce boli tym bardziej, że kobieta wiele poświęciła dla tego związku, a teraz zostaje z niczym. Na dodatek wyspa St. Simons., na której mieszka jest niewielka, więc wieść o porzuceniu rozchodzi się z prędkością światła. Ten obłędny krąg rozpaczy przerywa z pozoru błaha sprawa. Otóż pewnego dnia dziewczynie psuje się jej samochód, a z opresji ratuje ją przystojny, tajemniczy Nathaniel. Oboje spotykają się również przy kilku innych okazjach. Mężczyzna nie zdradza jednak, że jest Księciem Nathanielem z Dynastii Straton i niedługo ma zostać królem Królestwa Brighton. Na dodatek próbuje zapomnieć o zaaranżowanym małżeństwie z rozsądku, które niedługo ma dojść do skutku. Jednak od chwili, w której poznał Suzannę, wszystko się zmienia. Tak wiele ich dzieli. Tak bardzo są różni. A mimo to, rodzi się między nimi coś wyjątkowego. Czy jednak ich miłość przetrwa w zderzeniu z brutalnym światem? Czy koronacja Nathaniela i obowiązki wynikające z bycia głową Królestwa nie pokrzyżują ich pięknych marzeń?

Zwykła dziewczyna i książę? Takie połączenia często spotyka się w bajkach, choć autorka starała się przenieść ten niezwykły romans do prawdziwej rzeczywistości. I udało się to jej znakomicie! Powieść wciąga od pierwszych stron. Powoli poznajemy głównych bohaterów, różne światy, w których żyją i odmienne zasady, jakie w nich panują. Elementem, który ich łączy jest potrzeba zaznania prawdziwej miłości oraz ufność w boży plan. Akcja jest dobrze wyważona, więc nie będzie zbyt intensywnie, ale też znudzenie nam nie grozi. Cała historia ma romantyczny wydźwięk, choć nie musicie obawiać się ckliwych scen i cukierkowych opisów. Warto jednak przyszykować się na wplecenie w fabułę dość licznych odnośników do kwestii religijnych. Niektórych może to drażnić, ale osobiście nie czułam się nimi przytłoczona. Podczas lektury wraz z bohaterami będziemy się śmiać i płakać, podejmować kolejne wyzwania, stawiać czoło różnym przeciwnościom oraz coraz bardziej ufać, że miłość zwycięży wszystko. Jeżeli macie ochotę na ciepłą, pełną magii i niezwykłości lekturę, która podniesie Was na duchu, natchnie nadzieją i pozytywnymi wrażeniami, to zdecydowanie warto sięgnąć po książkę „Był sobie książę...”.

Emilia Zubrycka
(emilia.zubrycka@dlalejdis.pl)

Rachel Hauck „Był sobie książę...”, Poznań, Wydawnictwo Święty Wojciech, 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat