„Byłem kurierem w Pekinie” autorstwa Hu Anyana to zakulisowy portret chińskiego społeczeństwa i rynku pracy. To intymny i szczery zapis zmagań jednostki z odczłowieczającą naturą współczesnego globalizmu.
Bohater książki jako kurier przemierza ulice Pekinu, zagląda tam, gdzie nie docierają turyści i pokazuje codzienność zwykłych ludzi – pełną pośpiechu, ciężkiej pracy, drobnych radości i wyzwań. Każdego dnia pojawiają się nowe sytuacje, problemy z odnalezieniem właściwego adresu, presja czasu czy konieczność porozumienia się z ludźmi. Praca staje się więc sposobem na poznawanie miasta i jego mieszkańców. Pekin został przedstawiony jako miasto pełne kontrastów. Z jednej strony jest symbolem nowoczesności, technologii i bardzo szybkiego rozwoju. Z drugiej strony można w nim dostrzec tradycję, starszą architekturę, lokalne zwyczaje i problemy zwykłych mieszkańców. Zderzenie tych dwóch światów jest jednym z ciekawszych aspektów książki. Autor pokazuje, że współczesne Chiny nie są łatwe do opisania jednym zdaniem — są pełne sprzeczności i bardzo szybko się zmieniają.
Zamiast medialnego obrazu Chin – kraju wielkich inwestycji, polityki i technologicznego rozmachu – dostajemy opowieść o człowieku i mieście widzianym z poziomu ulicy. Bez sensacji, bez egzotyki na pokaz, za to z uważnością na detale, które najlepiej opowiadają o społeczeństwie. Jednak osoby oczekujące przewodnika po Pekinie mogą być rozczarowane, ponieważ nie znajdą tutaj szczegółowych informacji o wszystkich najważniejszych zabytkach, atrakcjach turystycznych czy chińskiej kulturze.
Książka mnie rozczarowała. Nie wiem, czego się spodziewałam, ale nie tego, co przeczytałam. Chyba oczekiwałam, że będzie to pasjonująca analiza chińskiego społeczeństwa przez pryzmat jednostki, a w zamian otrzymałam nudnawą historię kariery Hu Anyana. O ile jeszcze pierwsza część książki o jego tytułowej pracy była znośna, to dalsza analiza i opowieści o pozostałych chałturach sprawiała, że zachciałam porzucić dalszą lekturę. Oprócz pracy kuriera autor opisuje kilkanaście innych miejsc pracy, które „zaliczył” i w żadnej nie zagrzał zbyt długo miejsca. Momentami robi się z tego pozbawiona emocji wyliczanka plusów i minusów każdego z zawodów, w których próbował szukać szczęścia. Do tego naiwność i uległość autora sprawiała, że krew się gotowała w środku.
Dla mnie opis realiów pracy kuriera, sprzedawcy czy pracownika na nocnej zmianie nie jest czymś odkrywczym albo szokującym. Żeby nie kończyć tak negatywnie, powiem, że książka ma kilka dobrych momentów. Na pewno czyta się ją lekko i to zdecydowanie dobra lektura na zakończenie lata.
Klaudia Kwiatkowska
Hu Anyan, „Byłem kurierem w Pekinie”, Insignis, 2026.
Komentarze