Carrie White to nastolatka, zakompleksiona i zaszczuta przez rówieśników. Wychowywana przez fanatycznie religijną matkę, żyje na marginesie społeczeństwa. Narastającą złość do ludzi tłumi latami w zaciszu domu, gdzie poddawana jest ciągłym karom. Wszystko zmienia się, gdy Carrie osiąga dojrzałość płciową. Wtedy to pozwala dojść do głosu swoim niezwykłym zdolnościom telekinetycznym, które budzą w niej przerażające instynkty. Postanawia zemścić się na swych prześladowcach, a efekty wstrząsną całą Ameryką.
Zawsze ilekroć powracam do „Carrie”, zastanawiam się czy jej twórca, Stephen King, przypuszczał choć przez chwilę, jak spektakularny odniesie sukces? Jak wielkim, cenionym i wielbionym przez miliony fanów, stanie się pisarzem? Czy spodziewał się, że wyda kilkadziesiąt powieści, kilkanaście zbiorów opowiadań, komiksów, a ponad 80 z nich, zostanie przeniesionych na ekran? Czy wie, jak wiele zawdzięcza powieści, której on sam niewiele dawał szans na sukces, wyrzucając ją w trakcie pisania na śmieci, skąd uratowała ją jego żona?
„Carrie” to początek, nowy rozdział nie tylko w życiu Kinga, ale i w naszym. Nowy styl, nowa jakość powieści grozy. Książeczka tak niepozorna, tak mało treściwa, a jednak porażająca czymś nieuchwytnym. Złem, które drzemie w każdym z nas, a które Stephen King, jak nikt inny, umie wydobyć na światło dzienne.
Można oczywiście podjąć dyskusję, czy „Carrie”, jest jedną z najlepszych powieści Kinga. Po lekturze „Mrocznej wieży”, „Pod kopułą”, „Łowcy snów”, czy „Sklepiku z marzeniami”, można poczuć się rozdartym, ale nie wolno zapominać, że jest to książka sprzed nieomal czterdziestu lat („Carrie” po raz pierwszy wydana została w 1974 r.). Powieść, która otworzyła Kingowi drogę do sukcesu i pozwoliła dalej tworzyć, nadal zaskakuje, nadal przeraża. To zadziwiające, jak bardzo jest uniwersalna i nie traci na wartości wraz z upływem czasu. Nie trąci myszką, nie wydaje się być śmieszna i nieaktualna. Nadal inspiruje, o czym świadczy kolejna, trzecia już ekranizacja z Julianne Moore i Chloe Grace Moretz w rolach głównych.
Historia Carrie jest bowiem bardzo nośnym tematem. Odrzucenie przez kolegów i koleżanki, oraz wyśmiewanie, to przecież nadal epidemia, tocząca się w wielu szkołach. Telekineza jest zjawiskiem ciągle nas absorbującym i intrygującym, jak dzieje się zazwyczaj z rzeczami trudnymi do wytłumaczenia. Fanatyzm religijny, któremu poddają się osoby z zaburzoną osobowością, to także coś ze współczesności. Skąd więc Stephen King czerpał pomysły na swą pierwszą powieść? Pomysły, których nie powstydziłby się żaden obecnie tworzący pisarz? Pozostaje to zagadką, która dotyczy tylko najbardziej utalentowanych pisarzy.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Stephen King, „Carrie”, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2013
Komentarze