Tę książkę czyta się bardzo szybko - bo ta książka jest o tym, o czym miała być. Jej dokładny tytuł brzmi „Cel za horyzontem. Opowieść snajpera GROM-u”, i ta książka była tą opowieścią. Tytuł nie stał się chwytem na to, aby tylko przyciągnąć czytelników. Tę książkę miał opowiadać snajper i opowiadał ją snajper - nie autor, który usłyszał kilka historii od swojego kolegi snajpera.
Gdy już jesteśmy po lekturze, to faktycznie dziwnym się wydaje, że ta książka ma tylko niecałe 300 stron. Dlaczego? Bo historia jest bardzo mięsista i dynamiczna. Krótkie klarowne rozdziały dodatkowo podbijają to tempo. Klarowne nie znaczy pozbawione emocji. Można pomyśleć, że styl pisania jest rzeczowy jak rozkazy, które wydawał Karol K. Soyka.
Cała historia, pomimo iż dotyczy wyszkolenia i drogi zawodowej jaką przebył jej bohater, nie jest pozbawiona momentów, w których czytelnik uśmiecha się pod nosem. To właśnie zasługa stylu – tego, w jaki sposób prowadzona jest narracja. A jej główne cechy to prostota, nie nadinterpretowanie przedstawionych sytuacji i najważniejsze - szczerość. Karol K. Soyka nie nadmuchuje fabuły, tworząc z niej pompatyczną wydmuszkę dla swojego fachu i przede wszystkim, struktury jaka jej towarzyszyła.
Dlatego właśnie w niektórych momentach czytelnikowi mogło być ciężko – i to zaskoczenie, bo zazwyczaj książki w tej tematyce wywołują właśnie albo podziw przekuty w obłędny zachwyt, albo zazdrość, którą przebija zobojętnienie – najgorzej jest wtedy, kiedy książka nie wywołuje żadnych emocji, ale to nie tyczy się „Celu za horyzontem”.
Karol K. Soyka to snajper GROM-u, ale przecież GROM nie jednego snajpera w swojej jednostce ma. To prawda, jednak Karol K. Soyka służył w tej jednostce ponad dwadzieścia lat – będąc jednym z pierwszych wyselekcjonowanych. Dlatego pokazuje historie tego ugrupowania komandosów od samego początku, nie szczędząc niejednokrotnie uwag dotyczących sytuacji i osób, które były wokół GROMU.
Jednak owe komentarze nie są kluczem wątkowym książki, polityka jest ostatnią rzeczą, o której mowa jest w tej lekturze. Jeżeli już ktoś zaprasza tam tę Panią, to tylko o niej wspomina, traktując to bardziej jako wzmiankę czy dygresję. Polityka jest naturalnym tłem tej historii, dlatego tworzy – przynajmniej w opowieści Karola K. Soyki, drugi plan, ale jest to zawsze, tylko drugi plan. Owszem pojawiają się nazwiska, ale tak jak dla misji ważniejsze od nich są wyszkolenie i sprzęt i tak też jest w książce. Odbiorca otrzymuje od autora dość sporo informacji na ten temat - pomimo iż o większości zagadnień przedstawionych na stronach tej lektury można by napisać osobne książki.
„Cel za horyzontem” ma również drugiego autora. Krzysztof Kotowski – dziennikarz, autor wielu tytułów („Krew na placu lalek”, „Niepamięć”). Dla tych, którzy wolą telewizję bardziej kojarzony z tym medium. To on wraz z Karolem K. Soykom stworzyli tę książkę.
Od początku do końca tę historią opowiada jeden mężczyzna, nie dostrzegalny jest wpływ drugiego narratora - cywila, albo… Tak dobrze się on maskuje (!).
W miarę czytania – z każdym kolejnym rozdziałem, można odnieść wrażenie, że narracja – pomimo iż pisana jest w pierwszej osobie, pokazuje perspektywę całej grupy szturmowej biorącej udział w opisywanych wydarzeniach, jako jednej osoby – jednego ciała. To przede wszystkim widać we fragmentach, w których opisywane są akcje – relacja jest wręcz panoramiczna. Jednak tę więź pomiędzy komandosami, można również zobaczyć i w tych częściach książki, które nie dotyczą żadnej z akcji, a przede wszystkim wydarzeń z życia autora. Taki odbiór książki to wpływ relacji, jaki komandosi mają pomiędzy sobą – o której autor w tej książce wspomina nie raz. Nigdy nie wiedzą czy tym razem wrócą, idą do walki z jeszcze niedawno nieznanymi im mężczyznami – muszą im zaufać, wiedzieć że mogą na sobie polegać. Dlatego są jednym organizmem, który musi funkcjonować niezawodnie w każdych warunkach. I to chyba jedna z twarzy jaką ma odwaga.
Niewątpliwie pracę jaką wykonują komandosi ciężko ocenić w sakli - a jeśli ktoś by chciał, to jakiej by użył, czy porównać z innym zawodem. To czarna robota, którą trzeba wykonać. Mnie osobiście ciężko zrozumieć, co można kochać w tej pracy, jednak jak widać po tej lekturze, tych rzeczy może być więcej niż mi się wydaje.
I może patrzę na tę opowieść jako cywil - a przede wszystkim kobieta, która jednostkę wojskową traktuje może jedynie w wymiarze poligonu i kilku biegających po nim mężczyzn. Dlatego może uważam, że oprócz tej ciężkiej, selekcji którą opisuje Karol K. Soyka – praktyki, teorii i stałego podnoszenia kwalifikacji, powinny być zadawane jeszcze dwa pytania – najlepiej co pół roku…
- Czy ma Pan rodzinę?
- Nie.
- Czy w najbliższym czasie planuje Pan założenie rodziny?
- Nie.
- Witamy w jednostce wojskowej Wojsk Specjalnych RP.
Są komandosami, ale przecież cały czas pozostają ludźmi, więc nadal mogą, odpowiedzieć tak.
Katarzyna Prędotka
(katarzyna.predotka@dlalejdis.pl)
Karol K. Soyka, Krzysztof Kotowski; Cel za horyzontem”; Black Publishing, Wołowiec 2015r
Komentarze