Czasami to nie my wybieramy książki, a książki nas. Kiedy raz po raz widziałam reklamę „Chcesz cukierka? Idź do Gierka. Wspomnienia z dzieciństwa w złotej dekadzie gierkowskiej”, a potem trafiłam w sam środek wywiadu na żywo z autorami, stwierdziłam, że nie ma sensu się opierać, bo coś wyraźniej ciągnie mnie w kierunku tej pozycji. Zrządzenia losu, algorytm mediów społecznościowych, czy może po prostu intuicja sprawiły, że postanowiłam zajrzeć w kalejdoskop migawek z czasów, które teoretycznie byłyby bliższe moim rodzicom, a jednak w trakcie lektury wcale nie czułam się wrzucona w zupełnie obcą rzeczywistość.
Tytułową złotą dekadę gierkowską, czyli okres lat 70., w których nastąpił rozwój gospodarczy i ogólna poprawa życia obywateli, oglądamy oczami dwóch osób: dziennikarki i pisarki Małgorzaty Czapczyńskiej oraz polonisty, felietonisty, a z zamiłowania historyka Marcina Ziętkiewicza (odpowiednio rocznik 1968 i 1969). Myślę, że nawet, gdyby nie było spisu treści, a na okładce nie znajdowała się informacja o reportażowym duecie, to i tak czytelnik nie przeoczyłby momentu, w którym następuje zmiana rozmówcy.
Małgorzata Czapczyńska pisze w bardzo żywy i plastyczny sposób, uruchamiając nasze zmysły, wyobraźnię i emocje. Kiedy jest wesoło, to uczucie od razu nam się udziela, a kiedy sielankę przerywa dramat, nie da się przejść obok niego obojętnie. Mimo iż wiekowo dzielą nas dekady, wiele wspomnień z jej spędzonego na wsi dzieciństwa mogę z łatwością powiązać z własnymi. Te zapachy, smaki, elementy wyposażenia kuchni… To wszystko nie zniknęło z dnia na dzień, ani nawet z końcem PRL-u i cieszę się, że dzięki rozdziałom pani Małgorzaty mogłam do tego wszystkiego powrócić.
Gdy przechodzimy do części Marcina Ziętkiewicza wieś zamienia się w miasto i to miasto szczególne, bo takie, w którym życie toczy się wokół szpitala neuropsychiatrycznego. Autor sięga po znacznie bardziej poetycki, ubarwiony, czasem aż nadmiernie zawoalowany język. Te szwy wiążące grupę młodzieży, wyobrażone kości… Bez urazy, ale w pewnym momencie zaczynałam się zastanawiać, czy oni tylko mieszkali obok, czy może byli pacjentami owego ośrodka.
Tak, jak do połowy płynęłam przez tekst, tak potem czułam, że osiadam na mieliźnie. Rozumiem, że chodziło o zderzenie skrajnych perspektyw: kobiecej/męskiej oraz wiejskiej/miejskiej, ale może lepiej byłoby wydać „Chcesz cukierka? Idź do Gierka. Wspomnienia z dzieciństwa w złotej dekadzie gierkowskiej” w formie dylogii, dając każdemu ze współautorów szersze pole do popisu?
Trudno jest w związku z tym dokonać oceny, bo tematycznie adekwatne „każdemu po równo” raczej wciąż się nie sprawdza. Niemniej na pewno nie żałuję czasu spędzonego na czytaniu. Parafrazując cytat z początku recenzji, jak widać nawet w czasach obiektywnego niedostatku można było zgromadzić bogactwo niezapomnianych wspomnień, które zaskoczą, wzruszą, przerażą, a może i zainspirują kolejne pokolenia.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Małgorzata Czapczyńska, Marcin Ziętkiewicz, „Chcesz cukierka? Idź do Gierka. Wspomnienia z dzieciństwa w złotej dekadzie gierkowskiej”, Pascal, Bielsko-Biała, 2022r.
Komentarze