„Chemia miłości” – recenzja

Recenzja książki „Chemia miłości”.
Dwoje ludzi spotykając się często nie wie, jak się zachować. Na pewno nie wiedzą, co ich czeka.

Choć trudno w to uwierzyć specjaliści neurobiologii i kognitywistyki znają odpowiedzi na wątpliwości dotyczące metod poznawania się nawzajem, podrywu, pierwszych randek, sypiania ze sobą oraz wspólnej szczęśliwej starości.

Cała miłość to chemia. To działania narządów w naszym mózgu, takich jak ciało migdałowate odpowiedzialne za emocje, hipokamp odpowiedzialny za pamięć czy jądro ogoniaste, które jest ośrodkiem przyjemności. Gdy czujemy motyle w brzuchu, płoną nam policzki i świecą oczy jest to wpływ niczego innego jak tylko hormonów, a między innymi dopaminy powodującej ekstazę, serotoniny dającej radość, oksytocyny jako hormonu przytulania oraz oczywiście estrogenów i testosteronu. Tylko tyle? Nie, to aż tyle. Naukowcy nas rozszyfrowali. Choćbyśmy nie wiem jak dobrze ukrywali swoje zauroczenia i emocje, oni mają to wszystko już opisane w dziesiątkach opracowań. Leil Lowndes jest jedną z nich. Rozłożyła strzałę Amora na części pierwsze i potrafiłaby wyleczyć każdego z miłosnych mdłości. Działa jednak w przeciwną stronę. W swojej najnowszej książce „Chemia miłości” pokazuje, w jaki sposób zdobyć pierwsze spojrzenie wybranka, sprawić że dziewczyna zgodzi się na wszystko oraz przeżyć w szczęściu i miłości do końca swoich dni. To ostatnie zainspirowało mnie do sięgnięcia po książkę Leil Lowndes, ponieważ miłosne podboje mam już za sobą, a w każdym związku od osiemnastego do dwudziestego czwartego miesiąca następuje okres decydujący, którego się obawiałam. Do czasu. Lektura „Chemii miłości” otwiera oczy na zjawisko podrywu, współżycia i współgrania z partnerem jako jeden organizm, na zawsze. Autorka zdradza, oczywiście poparte wieloma badaniami, metody skutecznego zwrócenia na siebie uwagi drugiej osoby. Rady Leil odnoszą się zarówno do kobiet, jak i mężczyzn. Czytając jej książkę poznajemy zatem oba punkty widzenia, a autorka wydaje się być doświadczoną w relacjach damsko-męskich kobietą (po opinie mężczyzn sięga do przeżyć swoich przyjaciół oraz wielu potwierdzonych naukowo doświadczeń). Jedyną wadą w „Chemii miłości” jest przedstawianie czytelnika jako „Łowcy” oraz osoby, z którą chcemy zdobyć relację jako „Zdobyczy”. W niezwykle pouczającym podręczniku wprowadzenie tego typu ironii jest niestosowne (choć wynika to może z racji posiadania przeze mnie od wielu miesięcy jednego partnera – już zapomniałam co to polowanie).

„Chemia miłości” powinna stać się biblią dla osób, które mają problemy z nawiązywaniem nowych kontaktów międzyludzkich. Dzięki kilku trikom autorka pomaga zabłysnąć w towarzystwie nawet najbardziej szarym myszkom. Książka Leil Lowndes przyda się również osobom w stałych związkach do odbudowania zaniedbanych relacji, do wzbudzenia dawnych iskier. Przeczytaj fragmenty tej książki razem ze swoim partnerem, myślę że każda z was zauważy zmianę.

Joanna Swojak
(joanna.swojak@dlalejdis.pl)

Leil Lowndes, „Chemia miłości. 75 sposobów na to, by między wami zaiskrzyło i byście żyli razem długo i szczęśliwie”, Poznań, Dom Wydawniczy Rebis, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat