Stephanie Meyer znana jest głównie jako autorka bestsellerowej (47 tygodni na pierwszym miejscu toplisty „New York Timesa”) i wielokrotnie nagrodzonej sagi pt. „Zmierzch”. Na początku kwietnia w Polsce ukazała się jej sensacyjna powieść zatytułowana „Chemik”.
Przyznam się szczerze, że bardzo byłam zainteresowana tą książką, bo zaintrygowała mnie jej fabuła.
Alex, bo takie imię przybrała bohaterka książki w momencie, gdy poznają ją czytelnicy, kilka lat wcześniej pracowała dla tajnej rządowej agencji. Pełniła tam rolę badacza, chemika, a jej zadaniem było tworzenie takich środków farmakologicznych, które „ułatwiałyby” wydobycie z osób odpowiednich informacji. Tak, Alex torturowała ludzi bez pozostawiania śladów na ich ciele, za pomocą chemikaliów, sprawiając im nieraz przeogromny ból.
Była chemikiem do momentu, gdy jej pracodawca postanowił się jej pozbyć, po nieudanym zamachu na jej życie wydając na nią list gończy. Od tamtego momentu dziewczyna ukrywa się zmieniając tożsamości i za wszelką cenę próbując się ochronić.
Gdy dostaje mail od osoby pracującej w agencji z propozycją rozejmu i prośbą o pomoc, mimo że się waha i czuje, że coś jest nie tak, postanawia ten ostatni raz zająć się wyciągnięciem informacji od podejrzanego mężczyzny. I w tym momencie historia bardzo się rozkręca, mknąc szybko do przodu.
„Chemika” czyta się bardzo przyjemnie. Byłam pod dużym wrażeniem tej książki, do momentu, gdy rozpoczął się wątek miłosny z główną bohaterką. Wtedy pomyślałam sobie „no nie, znowu”, poczułam ckliwość romansów opisanych w „Zmierzchu” tylko przełożonych na sensacyjną fabułę. Nagle, główna bohaterka przez pierwsze kilkadziesiąt stron książki naprawdę twarda i nieustępliwa, zamieniła się w rozmyślającą o swoich uczuciach kobietę. Niby taka twardzielka, ale szast prast zakochała się i to jeszcze w kim (to już polecam doczytać), strasznie sztampowe. Co prawda akcja książki toczy się dalej, jest ciekawa, ale ten wątek miłosny, przeżywanie swoich emocji, te uniesienia są strasznie męczące.
Gdyby z „Chemika” wyjąć część romantyczną, która jak dla mnie trąci lekko filmem „Bodyguard” chodź w nieco zmienionej wersji, zostałby kawał dobrej sensacji. A tak mamy kilka rozdziałów ze świetną fabułą, potem romantyczne uniesienia itp. i znów powrót do dobrej sensacji. Co oczywiście nie powoduje, że nie polecam książki przeczytać. Na tą wczesno wiosenną, chodź za oknem jesienną pogodę jest w sam raz.
Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
Chemik, Stephanie Meyer, Wydawnictwo Edipresse Polska S.A.
Komentarze