„Cherub” – recenzja

Recenzja książki „Cherub”.
Kiedyś musiała nadejść ta chwila. Moment pożegnania z Igorem Brudnym, twardzielem, który mierzył się z przestępcami i własnymi demonami z przeszłości.

Lekturę „Piętna”, pierwszej części trylogii o Igorze Brudnym, pamiętam, jakbym czytała wczoraj. Te emocje; to, że tak trudno było oderwać się od tej mrocznej historii. Później Igor powrócił dzięki „Sforze” i po raz kolejny można było stać się jego partnerem, towarzyszem w rozwiązywaniu skomplikowanej sprawy. A teraz, właściwie zaledwie kilka miesięcy po premierze „Sfory”, do księgarń trafia „Cherub”, zwieńczenie trylogii o stołecznym policjancie.

Zielona Góra po raz kolejny jest miejscem brutalnej zbrodni. Tym razem jednak ofiarą jest prokurator. To i fakt, że Igor otrzymuje pewne wskazówki sprawia, że nasz bohater po raz kolejny musi powrócić w rodzinne strony i rozgrzebać swoją przeszłość w poszukiwaniu nieuchwytnego mordercy. I tym razem towarzyszy mu niezawodna Julia Zawadzka, bohaterka którą szczerze polubiłam od pierwszego tomu serii. Nie zabraknie także mądrości i doświadczenia Romualda Czarneckiego, który choć na emeryturze, chętnie angażuje się w śledztwo. Chyba nikogo nie zaskoczę, gdy napiszę, że znowu jest aż gęsto od dusznej atmosfery. Dochodzenie jest wprost naszpikowane pułapkami i ślepymi zaułkami, a prawda wydaje się coraz bardziej umykać sprzed oczu.

Przemysław Piotrowski, za sprawą poprzednich części serii o Igorze Brudnym, przyzwyczaił nas do tego, że nie unika sięgania po niewygodne tematy, mroczne i wywołujące gęsią skórkę. To właśnie ten klimat książek nadaje im niepodrabialny charakter i sprawia, że tak trudno jest się od tych historii oderwać, choć jednocześnie ma się ochotę zamknąć książkę i zakopać ją w ogródku, aby nie straszyła sugestywnymi opisami. W „Cherubie” lektura nie stała się ani trochę łatwiejsza. Ba, miałam wrażenie, że Przemysław Piotrowski wcześniej się tylko bawił z czytelnikiem.

Po raz kolejny autor udowadnia, że potrafi i lubi bawić się z czytelnikiem w kotka i myszkę. Podstawia pod nos tropy, sugeruje motywy tylko po to, by za chwilę zmienić bieg historii i zostawić nas z niczym. Jeśli więc podczas czytania kryminałów lubicie bawić się w typowanie mordercy, tu znajdziecie dla siebie prawdziwy plac zabaw. Tylko taki zdecydowanie z przeznaczeniem dla dorosłych. To zdecydowanie powieść dla fanów mocnych kryminałów.

„Cherub” to finałowa część trylogii o Igorze Brudnym i choć teoretycznie można ją przeczytać nie znając dwóch pozostałych części i potraktować jako osobną historię, to ja zdecydowanie polecam rozpoczęcie tej przygody od samego początku. Łatwiej jest wówczas zrozumieć pewne smaczki, jakie pozostawia nam autor, łatwiej też wczuć się w historię, zrozumieć naszych głównych bohaterów. „Cherub” to zakończenie, na jakie zdecydowanie zasłużyliśmy. Prawdziwy prezent dla czytelnika. I choć cieszę się, że autor nie rozmienił tej historii na drobne, robiąc z niej serię kilkunastu książek, to jednocześnie czuję rozczarowanie, że to już koniec. Pozostaje mieć nadzieję (i mocno trzymać kciuki), że Przemysław Piotrowski powróci wkrótce z czymś nowym.

I na koniec – w dalszym ciągu, konsekwentnie, nie jestem fanką okładek serii. Jednak przyznać muszę, że na półce razem prezentują się ciekawie. Może to być dodatkowy argument, jeśli zastanawiacie się, czy ta seria to dobry pomysł na świąteczny prezent. Warto!

AP
(biuro@dlalejdis.pl)

Przemysław Piotrowski „Cherub” Wydawnictwo Czarna Owca , Warszawa 2020



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat