Chichocząca opowieść

Recenzja książki Chichot losu.
„Chichot losu” czyta się, jak na złość, bardzo szybko. Za szybko. Tak naprawdę nie ma kiedy wstać i zaparzyć herbatę, nie ma kiedy wyprowadzić psa czy włączyć pralkę – tak wciąga ta opowieść. A przyznać trzeba, że niewiele jest takich książek.



Pierwsza zasada każdego szanującego się mola książkowego brzmi: najpierw książka, potem film. Zakładając, oczywiście, że film został nakręcony na podstawie książki. Nic tak bowiem nie ogranicza wyobraźni czytającego, jak podane mu na tacy sylwetki bohaterów, obrazy niepozostawiające miejsca na niedopowiedzenia tak cenione w książkach. Kiedy więc okazało się, że na podstawie książki Hanki Lemańskiej „Chichot losu” powstanie serial o tym samym tytule, jedno było pewne: zanim nie przeczytam ostatniego zdania, nie ma mowy o włączeniu telewizora. I dziś już mogę powiedzieć, że to była bardzo dobra decyzja.

„Chichot losu” to opowieść o tym, jak niewiele niekiedy trzeba, by zmieniło się całe nasze życie. Jeden telefon – tylko tyle wystarczyło, aby przewrócić do góry nogami poukładane i szczęśliwe życie Joanny – młodej, niezależnej, odnoszącej sukcesy w życiu zawodowym dziewczyny. Z założenia chwilowa niedogodność, przysługa wyświadczona koleżance – kilkudniowa opieka nad jej dziećmi, okazała się punktem zwrotnym w życiu naszej bohaterki. I tak oto Joanna obłaskawiona przez los dwójką obcych dzieci, której za to ten sam los zupełnie poskąpił instynktu macierzyńskiego, musi przeorganizować nie tylko swój grafik dnia, ale i cały system wartości. Jak łatwo przewidzieć, wywołuje to ciąg komicznych sytuacji. A ile przy tym mądrości życiowych! „Chyba jednak lepiej mieć dzieci od początku, a nie od pewnego momentu ich życia, więcej się wtedy o nich wie.” I jak tu się z tym nie zgodzić?

„Chichot losu” czyta się, jak na złość, bardzo szybko. Za szybko. Tak naprawdę nie ma kiedy wstać i zaparzyć herbatę, nie ma kiedy wyprowadzić psa czy włączyć pralkę – tak wciąga ta opowieść. A przyznać trzeba, że niewiele jest takich książek. Ogromnym plusem „Chichotu losu” są cięte i pełne humoru monologi bohaterki, niepozbawione ironii i zdrowego dystansu do świata, a przy tym także dobrze napisane dialogi. Tym bardziej rozczarowuje objętość książki. Historia stworzona przez Hankę Lemańską ma ogromny potencjał. Można byłoby dodawać nieskończenie wiele zabawnych i wzruszających epizodów, a czytelnik i tak nie miałby dosyć. A każda  historyjka w „Chichocie losu” ukazuje inny aspekt życia: problemy w pracy, trudy rodzicielstwa, wagę przyjaźni, no i oczywiście moc miłości. Bo to tak naprawdę jest książka o miłości właśnie: do rodziców, do dzieci, do niezależności i kontroli nad własnym życiem, do mężczyzny.

O losach matki z przypadku czyta się z wypiekami na twarzy i uśmiechem na ustach. Jakież pokręcone potrafi być niekiedy życie! I choć zapewne nigdy nie rozwiążemy zagadki czy to przypadek, czy przeznaczenie, to efekt końcowy robi wrażenie. Jeśli serial jest jakościowo wiernym odbiciem książki, to polecam z zamkniętymi oczami! Będzie się z czego pośmiać. Tak, jak zachichotał los i chichotał czytelnik.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Hanka Lemańska, „Chichot losu”, Zysk I S-ka, Poznań 2011


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat