„Chodzący we mgle”- recenzja

Recenzja książki „Chodzący we mgle”.
Marcin Pełka wybiegł mocno w przyszłość z usadowieniem akcji książki. Ta mianowicie rozgrywa się na tajemniczej planecie na końcu Drogi Mlecznej, zwanej Hasgard.

Planeta jest niezwykle nieprzyjazna do życia. Huraganowe wiatry potrafią się ciągnąć tygodniami, a kiedy ich nie ma to całą planetę pokrywa gęsta, mleczna mgła. Mało tego, rdzenni mieszkańcy- krwiożercze tarczaki, także nie uprzyjemniają pobytu, starając się zabić wszystko w zasięgu wzroku. W tym właśnie miejscu zostały wybudowane wartownie, oddzielone od siebie o setki kilometrów. W każdej z nich zamieszkał trzyosobowy zespół strażników Gildii.

Strażnicy codziennie udawali się na patrol po ściśle wyznaczonym terenie, stając się chodzącymi we mgle. Głównym bohaterem staje się nieustraszony Strażnik Drugi, zwany też mężczyzną z sumiastymi wąsami. Z początku wszystkie polecenia wykonywał bez chwili namysłu skupiając się tylko na pracy. Po jakimś czasie zaczęło go nurtować coraz więcej pytań. Przede wszystkim jaki cel ma to wszystko, dlaczego cała sytuacja jest owiana tajemnicą i co badają na tej nienormalnej planecie? Niestety zadawanie zbyt dużej ilości pytań nie należy do obowiązków strażników i tym samym sprowadza na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo.

Jak widać sam temat książki jest bardzo ciekawy i wyszukany. Bardzo szybko się czyta co jest plusem. W tym miejscu jednak plusy się kończą, bo sama historia jest nudna jak flaki z olejem. Akcja jest opisana bardzo mechanicznie. Nie ma żadnych elementów zaskoczenia. W trakcie czytania wyobraźnia podsuwała mi wiele ciekawszych rozwiązań niż te, o których przeczytałam.

Na całe szczęście książka nie jest długa i szybko się kończy. I jak już się kończy to zaczyna się robić ciekawiej, bo ostatni rozdział opowiada o grupie kolonistów lecących na Horizzię wraz z całym swoim dobytkiem. Pech chciał, że musieli lądować awaryjnie na innej planecie, nazwanej Persifal. Szczęściem w nieszczęściu jest fakt, że jest tam atmosfera tlenowa umożliwiająca człowiekowi swobodne oddychanie. Problemem jednak jest to, iż Persifal to jedna wielka gorąca pustynia.

Noce są straszniejsze, gdyż wraz ze zmierzchem nadciąga niebieska mgła o właściwościach halucynogennych. Powoduje to serie samobójstw.

Ta historia zamieszczona na kilku stronach wciągnęła mnie bardziej niż cała książka, więc jeżeli autor stworzy dalszą część to może pokuszę się o danie mu drugiej szansy. Na chwile obecną jednak jestem na NIE i z pewnością nie poleciłabym tej książki nikomu kogo choć trochę lubię i szanuję jego czas.

Jolanta Czerwiak
(jolanta.czerwiak@dlalejdis.pl)

Marcin Pełka, Chodzący we mgle, Gdynia, Novae Res, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat