Chora miłość czy zboczenie?

Recenzja książki „Koniec wszystkiego”.




Próbując zrecenzować książkę Megan Abbott „Koniec wszystkiego”, zastanawiałam się, do którego gatunku literackiego ją zaliczyć? Z jednej strony, to trzymający w napięciu thriller o śledztwie w sprawie zaginięcia trzynastoletniej Evie Verver, wokół której kręcił się podejrzany mężczyzna. Tak naprawdę, to tylko tło całej opowieści. Nie zdradzając szczegółów tej ciekawie skonstruowanej historii, mogę wyznać, że dla mnie to przede wszystkim wnikliwe studium psychologiczne rodzącej się seksualności u nastolatki. Pisarka w sposób tak przekonywujący opisała proces myślowy dziewczynki, że można wręcz odnieść wrażenie, iż pisała o sobie. Zresztą nie bez znaczenia pozostaje zastosowana przez nią forma narracji – pierwszej osoby liczby pojedynczej. Dzięki temu zabiegowi, autorka zmusza czytelników do odkopania z archiwum pamięci własnych wspomnień o przeżyciach z wczesnej młodości. Ja uległam tej sile perswazji i przeniosłam się w czasie. Znowu miałam 13 lat i podobnie, jak bohaterka, dopiero zaczynałam poznawać życie, samą siebie, odkrywać sferę doznań erotycznych, badać granice, do jakich można się posunąć. I też zadawałam sobie pytanie: „jak to się dzieje, że wyciągam ramiona z rękawów, zsuwam stanik i pozwalam mu patrzeć? Lecz tak robię”.

„To spojrzenie, jakby ona była samą niewinnością, a ja byłam zboczeńcem, który niszczy wszystko” – zdanie wypowiedziane przez jednego z bohaterów „Końca wszystkiego”, stanowi kwintesencję książki, klucz do zilustrowanego przez Abbott człowieka – istoty niedoskonałej. Człowieka toczącego odwieczną walkę między instynktem a intelektem, dziką żądzą a przyzwoitością. „Wiem, co robisz. Wiem co czujesz i to jest złe” – wytykają nam inni, mówią to ich krytyczne spojrzenia, bądź sami siebie tak zadręczamy. A mimo to ulegamy popędom, by poczuć, że przez „ciało przetacza się dreszcz”. Pisarka poprzez sprawnie poprowadzoną intrygę, uświadamia czytelnikowi, jak płynna, niejednoznaczna bywa niekiedy granica między dobrem a złem. Wielu z nas balansuje na jej krawędzi, nie potrafiąc powstrzymać czającego się gdzieś za plecami pana Hyde`a, który może przybierać różne postaci, niekiedy wręcz odrażające. A co jeśli w lustrze zamiast tak dobrze znanych nam rysów własnej twarzy, ujrzymy zboczeńca? Książka dotyka właśnie takich trudnych, kontrowersyjnych problemów, których nie chcemy poruszać, unikamy, ukrywamy ich istnienie.

Amerykańska pisarka Megan Abbott nie boi się tematów tabu, co więcej ukazuje je pod innym kątem, niż przywykliśmy. Stawia niewygodne pytania i zmusza czytelnika, by szukał na nie odpowiedzi we własnej podświadomości. Przez pryzmat wykreowanych bohaterów, w zawoalowany sposób rzuca rękawicę naszej moralności.

„Koniec wszystkiego” to książka o wyborach, jakich dokonujemy w życiu, niezależnie od tego, ile mamy lat. Ważnych wyborach, zmieniających już na zawsze nie tylko nas, ale i wszystko dookoła. Ich konsekwencje są nieodwracalne i nawet jeśli  „wszystko wróciłoby”, to i tak „wszystko jest inne, i śmiechy są inne, prawda?”.

Książka Megan Abbott „Koniec wszystkiego” to znakomita, ciekawa i inteligentna lektura, którą naprawdę warto przeczytać.

Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)

Megan Abbott „Koniec wszystkiego”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat