Ta książka to spełnienie różnych wizji, których aktualnie doświadczamy. Polityka klimatyczna, zagrożenia współczesnego świata, polityka – w sumie jest tu wszystko. Ta świadomość towarzyszyła mi, gdy wraz z głównym bohaterem przemierzałam rewiry Polski z przyszłości.
Budzimy się w świecie Leona, w świecie, w którym doszło do jakiejś potężnej katastrofy, o której mówi się z kilku perspektyw. Była jakaś wojna, do której doprowadził kościół. Doszło do katastrofy ekologicznej: zwierzęta oraz rośliny zmutowały i aktualnie atakują ludzi, zmuszając ludzi do obrony. To dlatego ludzie mieszkają w pojedynczych miastach, często dodatkowo ogrodzeni, co ma ich chronić przed atakami mutantów, pojawiających się zwykle wraz z zapadnięciem zmroku. Są na mapie miasta święte i do takiego miasta będzie się kierować Leon, uwolniony ze swojego ogrodzonego Wrocławia.
W tym świecie ludzie walczą. Walczą ze zwierzętami i w ogóle z przyrodą, bo to one stanowią największe zagrożenie dla ludzkości. Walczą ze sobą, bo się okazuje, że nawet w takim świecie nie są w stanie się ze sobą pogodzić. Leon będzie przewodnikiem czytelnika po tym dziwnym świecie, w którym ludzie żyją w świętych miastach, nadal skupieni wokół wiary i religii, mimo że to ona stała za większością nieszczęść. Są także pojedyncze osady, w których także mieszkają ludzie, podobno zamieszkane są również kopalnie. Jednak nie ma już jakiegoś społeczeństwa, każde miasto dba tylko o swoich mieszkańców. Przywódcy, odpowiedzialni za jakąś grupę, potrafią bez wahania ukrywać różne mniej przyjemne fakty, a jednocześnie otaczają się ludźmi o nie do końca czystych intencjach.
Świat w „Chrystusowej ziemi” przeraża. Nawet nie dlatego, że zmutowana przyroda atakuje ludzi. Tego się ludzkość spodziewa, zresztą pierwsze miesiące lockdownu pokazały, że w wielu miejscach przyroda odżyła, jeśli tylko zamknęło się ludzi w domach. Ten świat budzi grozę, bo właściwie pokazany jest w takiej postaci, w jakiej go znamy. Pełno tu przemocy, mordów, walki o swoje racje, pojawia się też kilka motywów, związanych z wiarą. Bo sama wiara też staje się narzędziem: może jednoczyć ludzi, dając nadzieję na przeżycie, może również stanowić narzędzie do krwawego rozprawienia się z przeciwnikami.
Czy taka przyszłość nas czeka? Po części na pewno, jeśli w porę nie zajmiemy się klimatem i ochroną środowiska. Marcin Halski przekonuje jednak, że będą rzeczy stałe, pewne. Nie zmienią się zachowania ludzi, ich wola walki o przetrwanie nawet za wszelką cenę, ale i walka o lepsze miejsce do życia. W końcu na tym nam, ludziom, zależy: na życiu.
To książka dla osób o mocnych nerwach, którzy są wystarczająco silni, aby zmierzyć się z futurystyczną wizją. Kto wie, czy przyroda jednak nie zechce się zemścić na ludziach za korzystanie z jej zasobów praktycznie bez żadnych granic. I może faktycznie tę dziwną wojnę z naturą przeżyją tylko nieliczni.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Marcin Halski, „Chrystusowa ziemia”, Wydawnictwo Novae Res, 2020
Komentarze