„Chyba strzelę focha” – recenzja

Recenzja książki „Chyba strzelę focha”.
Lifestylowa powieść o młodym geju w wielkim mieście. Momentami jest zabawnie, czasem poważnie, a przeważnie normalnie jak u młodej ososby w wielkim mieście oraz pierwszym udanym związku.

Czego można zatem dowiedzieć się z powieści Mikołaja Milcke? Że gej to taki sam człowiek jak heteroseksualny. Ma te same bolączki i radości, a w dodatku jeszcze nieraz wydaje mu się, że gdyby nie homoseksualizm to byłoby mu znacznie łatwiej. Gdyby „Chyba strzelę focha” istniało w  heteroseksualnej wersji żeńskiej, prawdopodobnie dla wielu czytelników nie byłoby wtedy aż tak interesujące. Byłoby jedną z wielu opowieści o  życiu młodej osoby wkraczającej na ścieżki dorosłości oraz kariery.

Mikołaj Milcke bohaterem czyni młodego chłopaka, studenta drugiego roku, który mieszka z dobrze sytuowanym i starszym partnerem na warszawskim Mokotowie. Główną osią konfliktu miedzy nimi jest matka tego ostatniego. Tak jak Wiktor ma zbyt mocne więzi łączące go z matką, nasz bohater z kolei raczej źle wspomina własną rodzinną przeszłość. Prawdopodobnie dlatego traktuje swoją rodzinę raczej jako utrapienie i nie widzi sensu w podtrzymywaniu więzi ani angażowaniu się w istniejące w niej problemy. Główną siłą życiową czerpie z relacji z facetem oraz przyjaciółkami: Niną, Matyldą i Marią. Każda z nich jest inna i ma problemy z zupełnie innego świata. Jedna jest ciągle nie dość wystrzałowa dla chłopaka, druga jak się okazuje jest zbyt fajna na dziewczynę, a trzecia związuje się z agresywnym wszechpolakiem. Wszystkie ich sprawy mają oczywiście w przebiegu akcji duże znaczenie. Ostatecznie w tej opowieści (i jak często w życiu) wartość przyjaźni jest większa niż emocjonalnych związków.

„Chyba strzelę focha”, jak wspomniałam, to dla mnie powieść lifestylowa. Towarzyszymy bohaterowi w codzienności i dzięki temu doskonale poznajemy Warszawę z 2004 roku. Autor ma  lekkość pisania i  książkę czyta się bardzo łatwo. Mimo to brakowało mi jednak pewnej głębi w samym bohaterze. Może dlatego jeden z lepszych momentów powieści to sama końcówka gdy odkrywa się przed nami, usiłując zrouzmieć czym jest dla niego i w nim „bycie gejem”. Wskutek problemów w relacji z Wiktorem, chłopak chce pozbyć się homoseksualizmu jako źródła różnych porażek w życiu. Trafia do terapeuty oraz na dosyć podejrzaną w metodach grupę, która ma go „wyleczyć” głównie modlitwą i reżimem fizycznym. Momentami bywa strasznie, nieraz komicznie, ale warto zrozumieć, dlaczego kolejni uczestnicy (jak i naz bohater) tak mocno się w to angażują.  Dla wielu gejów, lesbijek oraz osób transpłciowych życie zgodnie z tym kim się jest, bywa często bardzo drogo opłacone zerwanymi realcjami z bliskimi, rodziną i społecznym ostracyzmem.  Z innej strony ci, którzy myślą, że homoseksulizm oznacza pełną akceptację wzystkich „bezeceństw” mogą zdziwić się, czytając tą powieść, jak bardzo mają podobne życie i problemy oraz, że tak samo jak ich oponenci, również homoseksualiści mogą mieć bardzo konserwatywne poglądy.

Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)

Mikołaj Milcke „Chyba strzelę focha” wydawnictwo Novae Res 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat