„Ciałokochanie” – recenzja

Recenzja książki „Ciałokochanie”.
„To nie z tobą jest coś nie tak, tylko z kanonem i trendami wkładającymi nas do szufladek”.

Ostatnimi czasy możemy obserwować, głównie w mediach społecznościowych, rozwój ciałoakceptacji i ciałopozytywności. Ciałoakceptacja to „proces akceptowania i kochania swojego ciała takim, jakie jest, bez porównywania go z idealnymi standardami urody narzuconymi przez społeczeństwo, media czy social media”. To troska o ciało i o zdrowie przy jednoczesnej akceptacji jego kształtu, wyglądu, rozmiaru. Ciałopozytywność to „ruch społeczny, który promuje pozytywne podejście do różnorodności cielesnej, walkę z dyskryminacją na podstawie wyglądu oraz propagowanie akceptacji swojego ciała i innych ciał bez względu na ich rozmiar, kształt, płeć, kolor skóry, pochodzenie etniczne, wiek czy niepełnosprawność”.

Ile miałaś lat, gdy po raz pierwszy źle pomyślałaś o swoim ciele?

Martyna Kaczmarek zadała to pytanie swoim obserwatorkom. Odpowiedzi szokują. Większość już jako ośmio-, dziewięcio-, dwunastolatki zostały poddane ocenie przez pryzmat wyglądu. Komentarze mamy, ciotki, babci, nauczycielki, trenerki od najmłodszych lat mają wzbudzić w nas poczucie, że jesteśmy niewystarczające, bo nasze ciało nie wpisuje się w kanon. Tylko że kanon nieustannie się zmienia, tak jak nieustannie zmienia się ciało, więc najwyższy czas zacząć żyć, realizować się i swoje cele, nie czekając, aż osiągniemy „idealną” sylwetkę.

Życie w zgodzie z sobą nie jest łatwe, kiedy na każdym kroku jesteśmy ocenianie na podstawie naszego wyglądu. Nie da się również ukryć, że ładni ludzie mają w życiu łatwiej – wygląd może otworzyć wiele drzwi. Dlatego wiele z nas, głównie dziewczyn, w niekiedy bardzo młodym wieku zaczyna swoją przygodę z dietą. Dietą, która jest niedopasowana do potrzeb naszego organizmu. Dieta 1000 kalorii, kapuściana, grejpfrutowa, herbatki odchudzające połączone z regularnymi, ciężkimi treningami, robionymi tylko po to, aby jak najwięcej „spalić”. A gdyby tak, zacząć jeść intuicyjnie, zapewniając organizmowi więcej potrzebnych składników, utrzymując balans i wliczając w to także mniej wartościowe jedzenie? A gdyby tak zacząć uprawiać aktywność fizyczną, która sprawia nam przyjemność, a nie ma nas tylko „odchudzić”?

Najwyższy czas, aby pokochać swoje ciało. Ciało, które jest z nami przez całe życie, które jest stworzone do niesamowitych rzeczy. Ciało, które jest po to, aby „być”, nie po to, aby wyglądać.

Masz fałdki, cellulit, rozstępy? To tak jak większość kobiet. Martyna Kaczmarek normalizuje ciało. Ta książka i zawarte w niej ćwiczenia pozwolą Ci bardziej życzliwie spojrzeć na siebie. Pozwolą Ci zrozumieć, że możesz wyglądać tak, jak Tobie się podoba i robić rzeczy, na które masz ochotę.

Paulina Ziemińska
(paulina.zieminska@dlalejdis.pl)

Martyna Kaczmarek, „Ciałokochanie”, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2023.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat