Ciche cierpienie

Recenzja książki „Zła kobieta”.
Pielęgnowana latami wybuchowa mieszanka poniżenia, zastraszenia, maltretowania i strachu musi w końcu wybuchnąć. A wybuch ten oczyszcza, choć jednocześnie wpędza w kolejne piekło.

Kathryn, główną bohaterkę książki „Zła kobieta” Amandy Prowse poznajemy w dramatycznym momencie. Właśnie zamordowała męża nożem do obierania warzyw. Wiele osób pomyśli, że oto na dzień dobry najlepsze za nami, ale ten mocny początek to wstęp do poznania losów tak tragicznych i dogłębnie poruszających czytelnicze emocje, że skóra cierpnie na samo wspomnienie lektury.

Kobieta nie ma lekkiego życia. Przez 17 lat małżeństwa stała się aktorką, która perfekcyjnie odgrywa przed innymi swoją życiową rolę zadbanej, uśmiechniętej żony dyrektora szkoły i matki dwójki dzieci. Za zamkniętymi drzwiami sytuacja nie wygląda już tak sielankowo. Kathryn jest ofiarą, na której małżonek bardzo mocno wyładowuje swoje frustracje słowem, emocjonalnym szantażem i gestem. Za pozornie idealną fasadą, tuż za drzwiami sypialni co noc dzieje się dramat tak niewyobrażalny, że trudno w niego uwierzyć. Trudno też przejść po tej lekturze ot tak do codziennych czynności. Pozorny ekscentryzm, o który posądza bohaterkę otoczenie, a nawet dzieci, to nic innego jak coraz trudniejsze do ukrycia przerażenie. Terror psychiczny, przerażająca przemoc fizyczna, utrata wolności i szacunku do samej siebie. A wszystko to z winy jednego mężczyzny, w dodatku męża. Czy lata naznaczone takim cierpieniem mogą odejść w niepamięć? Czy można być złą, kiedy ratuje się własne życie?

Narracja „Złej kobiety” prowadzona jest retrospektywnie. Lata poniżania przeplatają się tu z czasem po morderstwie, gdy Kathryn dostaje od życia kolejnego mocnego kopniaka. Dzieci winią ją za rozpad rodziny i ukrywanie prawdy, bo cały terror dział się poza zasięgiem ich wzroku i uszu, choć pod jednym dachem. Walka o ich uczucia będzie szalenie trudna

Amanda Prowse bardzo mocno zwraca uwagę na to, że przemoc fizyczna i psychiczna to nie tylko domena rodzin patologicznych, choć stereotyp ten nadal jest mocno zakorzeniony. Tymczasem maltretowanie i okaleczanie często ma miejsce w domach cieszących się prestiżem społecznym lub zwyczajnie dobrą opinią. Nikt jednak tak naprawdę nie wie, co dzieje się w ich wnętrzu. Nikt nie ma pojęcia, że uśmiech serwowany na co dzień to tylko maska, którą codziennie trzeba wkładać.

„Zła kobieta” to jednak nie tylko książka o przemocy domowej i jej destrukcyjnym wpływie. To również lektura o granicach cierpliwości, upokorzenia, bólu i strachu. A także o ogromnej matczynej miłości, która może być motorem napędowym do tego, by trwać w tej straszliwej gehennie. Na wskroś przerażające i poruszające. I bez wątpienia godne czytelniczej uwagi.

Katarzyna Stec
(kultura@dlalejdis.pl)

Amanda Prowse, „Zła kobieta”, Wielka Litera 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat