I zamiast wyjaśniać poruszone w części pierwszej wątki, dodatkowo je komplikuje, dodając coraz więcej tajemnic i podsycając naszą ciekawość.
Nad Lunapolis zawisło widmo rewolucji. Odstępy czasowe między kolejnymi Skokami stają się coraz krótsze, do odrzuconych rzeczywistości zepchnięci zostają również ci, którzy wydawali się być idealni. Nadchodzi Przebudzenie i okazuje się, że pozornie doskonały zestaw genów tak naprawdę nie gwarantuje dotrwania do tego momentu. Nerwowy nastrój panujący wśród mieszkańców staje się coraz bardziej wyczuwalny. Wzrasta liczba popełnianych przestępstw, na elewacjach pojawiają się napisy podważające sens wiary w Przedksiężycowych i stosowania się do ich zaleceń. Stajemy się świadkami przełomu – w poszukiwaniu sposobu na przetrwanie obywatele pustoszejącego miasta odrzucają dotychczasowy hedonistyczny tryb życia, zastępując go zachowaniami cnotliwymi. Czy moda na wstrzemięźliwość pozwoli uratować świat, w którym piękno zaczyna przeżerać szpetota?
O ile w tomie pierwszym „Przedksiężycowych” dominowały opisy, o tyle w drugiej części mamy zdecydowanie więcej wydarzeń. A dzieje się naprawdę sporo. Kaira i Finnen dołączają do spisku mającego na celu wysadzenie najważniejszych miejsc na każdym poziomie świata, doprowadzając tym samym do złączenia poszczególnych rzeczywistości i zniszczenia ich istniejącej hierarchii. Aby zwiększyć szanse na powodzenie misji, Finnen przechodzi genozmianę i nabywa cech złodzieja-skrytobójcy. W tym samym czasie kapitan Tellis – zepchnięta podczas ostatniego Skoku - próbuje poznać tajemnice Brina Issy, zaintrygowana jego szczególnym zainteresowaniem pozornie nijaką Kairą. Brin Issa natomiast dowiaduje się, że jego córka żyje i rozpoczyna jej poszukiwania, nie przebierając w środkach. Do najwyższego poziomu świata dociera również Daniel Pantalekis – wzbudzający najwięcej negatywnych odczuć bohater tomu pierwszego.
Anna Kańtoch miesza poszczególne wątki, z wyczuciem odkrywając przed nami kolejne elementy intrygi. Wraz z bohaterami zdobywamy coraz więcej informacji, jednak tak naprawdę nie wiemy, jaki będzie koniec, ku któremu zmierzamy. Lunapolis z drugiego tomu „Przedksiężycowych” jest mroczniejsze, bardziej brutalne. Wcześniejsze opisy kunsztownie wykonanych elementów zdobiących miasto zastępują niezwykle obrazowe relacje z przebiegu tortur, jakim poddawany był rudowłosy Dime. Efekty katowskich poczynań stają nam przed oczami z całą wyrazistością.
Świat powołany do życia przez Kańtoch fascynuje zarówno pięknem jak i powoli przedostającą się na jego powierzchnię brzydotą. Co czeka nas w finalnym tomie? Pozostaje żywić nadzieję, że autorka w ostatniej części „Przedksiężycowych” utrzyma dotychczasowy poziom i nie zabraknie jej pomysłów na spektakularne zakończenie – bo nie spodziewam się niczego innego.
Agnieszka Piktel
(agnieszka.piktel@dlalejdis.pl)
Anna Kańtoch, „Przedksiężycowi” tom II, Powergraph, Warszawa 2013
Komentarze