„Cień jabłoni” - recenzja

Recenzja książki „Cień jabłoni”.
Człowiek codziennie próbuje odkryć siebie i dokąd tak naprawdę zmierza. Szuka swojego stałego miejsca na ziemi oraz pyta gdzie ono jest. Poszukiwanie siebie nie jest łatwą czynnością, lecz konieczną.

Fabuła
Wojciech Szlęzak, w swojej powieści, przedstawia spotkanie mistrza i ucznia na szlaku życia. Dzieli ich wszystko: charakter, doświadczenie, podejście do życia, wiek oraz poglądy. Różnice dają  powód do dyskusji oraz odnalezienia swojego ja, najlepiej przy drugim człowieku. Ich wspólna podróż ma wiele zakrętów. Czasem są strome, a za chwile łagodne niczym lekkie wzniesienie. Tematyka rozmów nie jest jednorodna, opiera się o wiele aspektów. Wstręt, euforie, pożądanie, nadzieję, miłość, oddanie, potrzebę, rozpacz, miłość, sukces, nienawiść, jak i klęskę. Mogłoby się wydawać, że ich podróż odbywa się gdzieś na terenach wiecznie zielonych lub na amerykańskich nizinach. Nic bardziej błędnego. Panowie witają czytelnika na polskiej prowincji, gdzie każdy znajduje coś dla siebie. Niespełnienie, obojętnie w jakim wieku, jest najgorszym uczuciem porażki.

Moim zdaniem
Filozofowanie level hard. Dosłownie. Cała książka aż krzyczy od podtekstów i wieloznaczeniowości. Każda scena jest przemyślana oraz kierowana do czytelnika w taki sposób, aby mógł wynieść coś dla siebie. Jest to książka, która wciska mentalny hamulec w dzisiejszym, zabieganym Świecie. Jestem po niej inna. Trochę bardziej spokojna, a na pewno zamyślona.

Rozczarowanie jest tematem przewodnim książki. Czytelnik, między słowami, może odkryć jak sobie z nim poradzić. Dowiedzieć się jak inni sobie z nim radzą i że nic nie jest takie straszne, jakby mogło wydawać się na pierwszy rzut oka. Tego samego szukają bohaterowie książki. Miejsca, gdzie ich życie przestanie być banalne, a oni nareszcie zaczną żyć. Młodszy osobnik jest do bólu realistyczny. Flegmatyczny, bez perspektyw, krąży po swoim mieście jak mucha oraz sam nie wie co robić dalej. Kiedyś miał wielkie plany, teraz zostało mu wrócenie do rodzinnego domu po rzuceniu pracy. Można powiedzieć, że nic nowego w dzisiejszych czasach. Wiele osób wraca po nieudanych próbach. Pomagają swoim ojcom, zbierają plony wypracowane przez pszczoły, spotykają dawnych znajomych. Nazywa się ich powracającą 30'tką. Pewnego dnia coś się zmienia. W małopolskiej wiosce spotyka się wspomniany wyżej osobnik i Grzegorz Adamczyk – starszy outsider, który cudownie opowiada. Robi to z takim przekonaniem, że młodszy kolega ma nadzieje na beztroskę i nieprzejmowanie się swoją przyszłością.

W całej książce, poruszane są tematy dobrze znane każdemu człowiekowi. Od procesu dorastania po wszelkie możliwe wyboje na drodze życia. Obaj bohaterowie wracają do rodzinnej wsi, aby znaleźć spokój i chwilę ciszy. Znowu poczuć brak presji, gonitwy czasu, jak za starych, dobrych czasów. Ciekawym zabiegiem jest zwrócenie uwagi czytelnika, na zanikającą zdolność w dzisiejszych czasach. Słuchanie zostało zastąpione mówieniem, ekspresją, zwróceniem na siebie uwagi. Każdy chce żeby to on był najważniejszy. Autor pokazuje, że słuchanie przynosi znacznie więcej korzyści, niż skupianie się tylko na własnym ja.

Po skończeniu książki chodzi mi po głowie jedno zdanie: Usiądź z drugim człowiekiem i go zrozum. Tak naprawdę, nie pobieżnie i opieszale. Wojciech Szlęzak daje czytelnikowi do zrozumienia żeby nie bał się opowieści innych ludzi. Ich historie nie zburzą jego życia, a mogą dać coś niezapomnianego. Wystarczy znaleźć tylko trochę czasu oraz mieć otwarty umysł. Autor w swojej powieści pokazuje, co dzieje się kiedy dwoje obcych sobie ludzi spotyka się na jednej drodze oraz znajdują dla siebie więcej niż chwilę. Jakie efekty może dać takie spotkanie. Piętno, które zostanie w kimś innym już na zawsze, trzeba tylko chcieć.

Książka Wojciecha Szlęzak jest zupełnie inna od tego co zawsze czytałam. Nie znaczy, że jest zła, o nie. Nastawiona jest na bardzo filozoficzne przemyślenia. Wymiana doświadczeniami przez dwójkę bohaterów, daje ogląd, jak można nawzajem wpłynąć na swoje życie. Powieść ciągnie się bardzo powoli. Dla niektórych może to być nudne, dla mnie o dziwo nie. Znalazłam, podczas czytania, chwilę na relaks i odprężenie zmysłów. Autor zwraca uwagę, aby nie przejmować się dobrami doczesnymi oraz nie być małostkowym. Trochę taka filozofia zen. Nie skupiaj się na przyszłości. Tylko twoja przeszłość może pomóc ci w kreowaniu życia doczesnego. Zastanowił mnie tylko jeden wątek, z którym się do końca nie zgodzę, mianowicie straty. Według autora nie jesteśmy odpowiedzialni za to co zniknęło z naszego życia. Dodatkowo, taka pustka przynosi wielki zysk.

Podsumowując, twórca przez całe dzieło namawia czytelnika do integracji z drugim człowiekiem. Pokazuje same zalety takiego rozwiązania. Skłania do zatrzymania na chwilę swojego życia i przeanalizowania przeszłości. Z niej mogą przyjść nowe, lepsze zmiany. Sam styl pisania autora jest bardzo ciekawy, nietuzinkowy. Ciekawa historia, która daje wielkie pole do refleksji. Polecam osobom, które lubią filozoficzne oraz spokojne książki.

Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)

Wojciech Szlęzak, „Cień jabłoni”, Pruszków, JanKa, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat