Anna Wietzman, wyjeżdża wraz z mężem Jessiem, brytyjskim dyplomatą, do Stanów Zjednoczonych. Rozpoczyna nowy etap życia, który jawi jej się jako niezwykła przygoda. Niestety, sielankę rodziny, skwapliwie niszczy macocha Jessiego, znana i szanowana w kręgach nowojorskich, filantropka Nancy. Anna traci kontrolę nad swoim życiem, a pozornie błahe incydenty, wplątują ją w poważne problemy z opieką społeczną oraz policją. Utrata syna prowokuje ją do działań, które jeszcze bardziej skomplikują jej życie. Niezwykłe odkrycie w tanim motelu, pomoże jej zrozumieć, kto stoi za całkowitą przemianą jej męża oraz dlaczego odebrano jej dziecko.
Niezwykle pozytywnie zaskoczyła mnie debiutancka powieść „Bez powrotu” Shireen Jilla. Doskonale wyważona, emocjonująca, a przede wszystkim poruszająca. Mistrzowskie wczucie się w postać, udziela się także czytelnikom. Emocje, jakim podlega Anna, jej stan umysłu oraz bezradność, wstrząsa do głębi. Ta niemoc, w obliczu bezdusznych korporacji, publicznych organizacji pomocy rodzinom, a także amerykańskich przepisów, które nie licząc się z człowiekiem, traktują wszystkich jako potencjalnie niebezpiecznych, jawi się Annie jako mur, którego nie da się przebić.
Niezwykle ciekawie został także potraktowany problem asymilacji, chłodnej Brytyjki o specyficznym poczuciu humoru, do nowojorskiego pozeranctwa, wyścigu szczurów, kultu pieniądza, dbałości o wizerunek, uwielbienia dla dziwacznych zajęć dla dzieci oraz bezustannych wizyt u psychologów i terapeutów. Trudno odnaleźć się przeciętnemu Europejczykowi w świecie, gdzie każde odbieganie od normy uznawane jest za niewłaściwe, a drobne porażki decydują o życiu lub śmierci.
Choć uważam debiut Shireen Jilla za niezwykle udany oraz z uznaniem patrzę na przemyślaną intrygę, trzymającą nas w napięciu, to nie rozumiem, czemu książka „Bez powrotu” została postawiona na równi z „Dzieckiem Rosemary”. Sądzę, że pomimo pewnych podobieństw, (choć nielicznych), zwłaszcza popadania w obłęd głównych bohaterek, trudno powieść „Bez powrotu” uznać za współczesną wersję mrocznej i traktującej o siłach nieczystych książki Iry Levina. Obłęd Anny Wietzman, a także decyzje, które musi podjąć, są zdecydowanie bardziej przyziemne i namacalne, niż dla ciężarnej Rosemary Woodhouse.
Choć tematyka jakby już znana, to jednak sposób jej przedstawienia, nie pozostawia cienia wątpliwości, że oto dziennikarka znana dotąd tylko z Sunday Timesa, jest na dobrej drodze do pozyskania grona wiernych czytelników. Polski tytuł książki Shireen Jilla „Bez powrotu”, doskonale oddaje sens jej powieści. Niektóre podróże potrafią przewartościować całe nasze życie, potrafią je diametralnie zmienić, a nawet zniszczyć. Po takich przeżyciach nie ma już powrotu do dawnego życia.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Shireen Jilla, „Bez powrotu”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze