Niektóre związki zdają się nie mieć szans na normalne funkcjonowanie. Niektóre uczucia, które żywią do siebie osoby będące w tego typu relacjach, są trudne do zrozumienia dla reszty społeczeństwa. Niektóre pary są ze sobą z często przyziemnych powodów: gdyż trwają w związku już jakiś czas, bo nie chcą być sami, bo łączy ich wspólne dziecko, bo mają pewną sytuację finansową u boku partnera/partnerki, etc. Powodów może być wiele, tak samo jak i rodzajów związków. Po przeczytaniu książki „Kobiety dyktatorów” Diane Ducret, zastanawiałam się dlaczego tyle kobiet pociągał Adolf Hitler, dlaczego Mussolini miał tyle kochanek albo czemu Nadzieżda Krupska trwała całe życie przy Leninie?
Oczywiście, łatwo spojrzeć na takie związki z perspektywy polityczno – historycznej. Oznacza to, że oceniając partnerki słynnych dyktatorów, widzimy w nich nieme istoty, obojętne na zło, które wyrządzali ich mężczyźni. Oceniać jest zawsze łatwo innych, nie samych siebie. Dodatkowo łatwiej poddać ocenie osoby zmarłe. Z pewnością jednak kobiety te widziały w tych władcach nie tylko niszczycielską siłę i brutalność, ale coś więcej. Każda z nich decydując się na związek z partnerem o silnej osobowości, wybierała to, co rozum lub serce jej podpowiadało. Wydaje się być poniekąd znamienne, że kobiety upatrywały w takich osobach jak Hitler czy Mussolini stabilność i niezłomność charakteru. Można by rzec, że byli oni odpowiednikami naszych współczesnych macho. Mężczyzn, którzy nie znoszą słowa sprzeciwu, zapewniając jednocześnie stabilność materialną.
Adolf Hitler uwodził swoimi przemówieniami całe tłumy, tak i jego urokowi ulegały przede wszystkim kobiety. To dlatego też prywatna korespondencja Hitlera rosła z roku na rok. W roku 1933 otrzymał około trzech tysięcy listów, takich jak ten, którego fragment zacytowany jest na samym wstępie. W roku 1934 było ich już około dwunastu tysięcy. Były to tylko i wyłącznie listy miłosne, pełne zachwytu i gloryfikacji ukochanego Fuhrera. Z kolei żona Mussoliniego - Rachela trwała przy nim aż do końca jego dni, gdy tym samym on sam nie mógł i też nie chciał opędzić się od kochanek. Miał ich całe tysiące, ale trzy z nich były z nim przez dłuższe okresy jego życia. Jedna z nich – Clara Petacci umarła wraz z nim, szepcąc mu do ucha: „Jesteś zadowolony, że zostałam z tobą do końca?” Kolejne kochanki, które związały się na dłużej z Mussolinim to Angelika Bałabanow, która tak naprawdę ukształtowała myśl polityczną Mussoliniego, nieokrzesanego syna kowala. Trzecia z nich, Margherita Sarfatti, imponowała mu intelektem. Zresztą odegrała ona niemałą rolę na scenie politycznej ówczesnej Europy. Mussolini kreował usilnie swój wizerunek amanta – przystojnego dowódcy, któremu żadna z kobiet nie może się oprzeć.
Najbardziej wierny zdaje się być wśród nich Lenin, który miał jedną żonę, którą naprawdę kochał – Nadieżdę Krupską. Zdobyła go ona, gdy był na wygnaniu na Syberii. Tam w trudnych warunkach, zaoferowała mu wsparcie i miłość, które chętnie przyjął. Nadia zgadzała się też na życie w tak zwanym trójkącie, bowiem do ich małżeństwa na stałe dołączyła niejaka Inessa Armand. Co jeszcze bardziej intrygujące, obie kobiety zaprzyjaźniły się i czuły, że nie mogą bez siebie żyć. Ów trójkąt trwał wiele lat, co nawet dla nas obecnie wydaje się być zaskakujące. Nadia oferowała Leninowi miłość typu matczynego, czyli opiekę, troskę. Inessa pociągała Włodzimierza Iljicza Uljanowa intelektem, to z nią mógł prowadzić niekończące się dysputy natury filozoficznej. Kolejny dyktator – Stalin przez całe życie też kochał jedną kobietę – swoją pierwszą żonę Jekaterinę z domu Swanidze. Umarła bardzo młodo w wieku 27 lat. Józef Wissarionowicz Dżugaszwili, czyli Stalin, zawsze powtarzał, iż tylko do niej żywił głębokie uczucie.
„Kobiety dyktatorów” pokazują, że wszyscy dyktatorzy kochali kobiety. Jedni tylko zmysłowo, drudzy po ojcowsku. Każda z tych miłości była inna, bo każdy z tych okrutnych władców miał inny charakter i inne potrzeby emocjonalne. Tak samo każdy z tych związków opierał się na czym innym i funkcjonował zupełnie inaczej. Nie ma jednego wzorca związku z dyktatorem, tak jak i nie ma jednego klucza do każdej miłości. Nie warto oceniać uczuć innych osób, nawet jeśli osoby te wyrządziły tak wiele zła na świecie.
Sylwia Pardej
(sylwia.pardej@dlalejdis.pl)
Diane Ducret, „Kobiety dyktatorów”, Znak, Kraków 2012
Komentarze