Objętość książki szybko okazała się myląca. Tak naprawdę na „Co się zdarzyło w Wenecji?” składają się trzy odrębne opowiadania: „Tajemnica starego portretu” autorstwa Lee Wilkinson, „Szantaż po włosku” Jacqueline Baird i „Wakacje w Wenecji” Catherine George. Trzy opowiastki o miłości, które połączyła romantyczna sceneria Wenecji.
Na początku pragnę zaznaczyć: nie mam nic przeciwko romansom. Wręcz przeciwnie, od czasu do czasu z przyjemnością zanurzam się w lekturze lekkiej, niezobowiązującej, gdzie on kocha ją, ona jego, a los nieustannie płata im figle. Rozsiadłam się więc wygodnie w fotelu z kubkiem gorącej herbaty, aby sprawdzić, co takiego zdarzyło się w Wenecji…
„Tajemnicę starego obrazu” czytałam z coraz większymi oczami. Po prostu nie mogłam uwierzyć w to, co kreśliła przede mną Lee Wilkinson. Na początku zaznaczałam sobie w kolejnych rozdziałach najbardziej absurdalne momenty, szybko jednak z tego zabiegu zrezygnowałam – zabrakło mi zakładek. Aby nie być gołosłowną, postanowiłam streścić choćby początek tego romansu. Rzecz dzieje się w Anglii. Ona, Sophia, po śmierci ojca mieszka sama. Pewnego dnia, wracając z pracy z zakupami, przypadkiem napotyka przystojnego mężczyznę, Stephena, który pomaga jej pozbierać rozrzucone na ulicy zakupy. Sophia pozwala się odprowadzić do domu, po drodze zwierzając się ze swojego życia nieznajomemu (!), następnie wpuszcza go do mieszkania (!), a gdy mężczyzna w końcu wychodzi, Sophia nie może znaleźć kluczy (!). Nie przejmuje się jednak tym zbytnio (!), udaje się na kolację do zaprzyjaźnionej sąsiadki, po czym gdy wraca, znajduje klucze w widocznym miejscu i dostrzega, że podczas jej nieobecności ktoś był w mieszkaniu i grzebał w jej rzeczach (!). Absolutnie nie podejrzewa Stephena! Wręcz przeciwnie, na pewno jej się coś przewidziało. Następnego dnia mężczyzna pojawia się w galerii, w której pracuje Sophia i proponuje jej wyjazd ze sobą do Wenecji pod jakimś mało przekonującym powodem. Dziewczyna po kilku minutach się zgadza (!), w tym także na to, żeby zamieszkać w jego domu (!) (ale to dopiero wówczas, gdy przekonuje się, że w tym domu nie mieszka towarzysząca Stephenowi kobieta). Sophia ma jednak wyrzuty sumienia, że Stephen źle odbierze jej zgodę i będzie ją uważał za osobę słabą i łatwo zmieniającą zdanie (!), Stephen natomiast ma ją za kobietę wielce ostrożną, bo Sophia po pierwszym pocałunku nie chciała iść z nim do łóżka (!). I tak dalej.
Nadzieja, że tylko pierwsze opowiadanie było tak charakterystyczne, dość szybko została rozwiana. Dwa pozostałe opowiadania także pozostawiają bardzo wiele do życzenia, szczególnie pod względem realizmu. Choć, będąc sprawiedliwą, muszę zaznaczyć, że „Szantaż po Włosku” wypada korzystnie na tle dwóch pozostałych romansów. Coś się w nim przynajmniej dzieje. Nie wiem, czy autorki wszystkich opowiadań się umówiły, jednak wszystkie trzy zgodnie w swoją płytką, skróconą do granic możliwości fabułę romansu wplatają bardzo poważne, niemal egzystencjalne dialogi o miłości.
Być może problemem tych opowiadań było to, że były zbyt krótkie. Gdyby autorki poświęciły im więcej czasu i uwagi, udałoby się rozwinąć wątki tak, aby nie wyglądały tak komicznie, jeden przy drugim, w tej skondensowanej formie.
Odnoszę wrażenie, że nawet dla największych miłośniczek romansów te trzy opowiadania o miłości w Wenecji to może być stanowczo zbyt wiele.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Lee Wilkinson, Jacqueline Baird, Catherine George „Co się zdarzyło w Wenecji?”, Mira 2011
Komentarze