która mi się spodoba i sprawi, że czytanie jej będzie dla mnie przyjemnością.
Tak samo jest z „Zobaczyć tęczę” – myślałam, że łatwa, przyjemna i śmieszna lektura poprawi mi humor, ale niestety...
Zacząć należy od tego, że „Zobaczyć tęczę” to kontynuacja książki „Serce nie słucha”, ale znajomość tej pierwszej pozycji zdecydowanie nie jest niezbędna. Wręcz przeciwnie – gdybym tego nie wiedziała – pewnie wcale bym tego nie zauważyła.
Anita i Jacek to para po przejściach, w tym rozwodowych, która po wielu latach wreszcie zaczyna układać sobie życie na nowo. I wszystko jest pięknie, wspaniale i sympatycznie do czasu pewnego nieporozumienia, które sprawia, że to, co wypracowali przez rok znajomości, rozpada się w pył. Oczywiście, na końcu wszystko się wyjaśni, a bohaterowie dogonią swoją tęczę, ale wcześniej czeka ich sporo przeszkód.
Język powieści jest bardzo prosty - zbliżony wręcz do mówionego, a narracja pierwszoosobowa sprawia, że czytelnik odnajduje w głównej bohaterce samego siebie.
Zresztą, Anita jest taką naszą sąsiadką. Mieszkającą blisko i taką, którą można by polubić. Chociaż czasem miałam wrażenie, że bardziej lubię jej zwariowaną przyjaciółkę Paulinę i ona przyćmiewa swoją osobą główną bohaterkę.
Książka w zasadzie niewiele ze sobą niesie - trochę cukierkowego optymizmu i wiary w to, że zawsze wszystko dobrze się kończy. Oprócz tego nic. Ale z drugiej strony, nie ma się czemu dziwić. Tego wymaga się od lekkiej masowej literatury dla kobiet.
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
Karolina Kubilus, „Zobaczyć tęczę”, Replika 2012
Komentarze