Luisa „Lu” Brant zawsze była ambitna. Odkąd sięga pamięcią, rywalizowała z innymi i chciała być najlepsza w klasie. Ciężka praca opłaciła się – Lu właśnie została prokuratorką okręgową, nie tylko wygryzając ze stołka swego byłego, mało rozgarniętego szefa, ale poszła również w ślady ojca Andrew piastującego to samo stanowisko przed kilkudziesięcioma laty. Pierwsze śledztwo, jakie trafia na jej biurko, dotyczy sylwestrowego morderstwa kobiety w średnim wieku. Choć pani Brant nigdy wcześniej nie zajmowała się zabójstwami, a ciało denatki znaleziono dopiero po tygodniu, wskazanie winnego nie jest specjalnie trudne. Prawdziwy problem rodzi się, gdy trzeba ustalić motyw, dla którego dotychczas stroniący od przemocy bezdomny miałby pozbawić życia niewadzącą nikomu kelnerkę.
Nie tylko zagwozdki zawodowe spędzają sen z powiek głównej bohaterce. Gdy nieoczekiwanie zmarł jej małżonek, z dnia na dzień została samotną matką kilkuletnich bliźniaków, a jej tata mimo pomocy w postaci gosposi Teensy radzi sobie coraz gorzej. Z kolei idealizowany od zawsze brat AJ po ukończeniu prestiżowych uczelni postanowił rozprawić się z kryzysem, zostając pięćdziesięcioletnim ekooszołomem o zacięciu pisarskim u boku swej nowej wybranki. Jest jeszcze skrywany przed okiem gapiów mogących zadecydować o losach kolejnej kadencji zakazany romans z żonatym mężczyzną – wątek prawdopodobnie miał dodać powieści szczyptę pikanterii, ostatecznie stał się wywołującymi co najwyżej politowanie „50 odcieniami siwizny”.
Fabuła „Coraz głębiej” toczy się dwutorowo. Jednocześnie obserwujemy postępowanie sądowe i wracamy do dość specyficznego dzieciństwa Lu i AJa, zahaczając o dwie głośne sprawy z czasów kariery Andrew. Owiane nutką nostalgii retrospekcje z lat 70. oglądamy oczami ośmioletniej Luisy, w czasie teraźniejszym występuje narrator wszechwiedzący, co w moim odczuciu szkodzi opowieści i zwraca dodatkową uwagę na wahania tempa akcji i poziomu emocjonalnego zaangażowania. Zdecydowanie łatwiej nam identyfikować się z płynącymi prosto z serca obserwacjami i rozterkami aspołecznej dziewczynki walczącej o uwagę i sympatię rówieśników niż spróbować zrozumieć antypatyczną i patrzącą na wszystkich z góry jej dorosłą wersję potrafiąca naginać zasady moralne, by móc udawać przed światem, że przecież nikomu nie dzieje się krzywda. Na szczęście kwestia kryminalna nie jest specjalnie zagmatwana i dość sprawnie udało się autorce wpleść ją w sieć tajemnic skrywanych przez familię Brantów, ich przyjaciół i pozostałych mieszkańców przedmieść. Cieszy również fakt, iż odkopanie przysłowiowych trupów z szafy pociąga za sobą realne konsekwencje i nie jest to puste szokowanie na siłę.
Książka Laury Lippman nie jest może wybitną czy szczególnie zapadającą w pamięć pozycją, ale czyta się ją dość szybko i przyjemnie. Nie sposób jednak nie zwrócić uwagi na: wyjątkowo irytującą główną bohaterkę, jednostronnie potraktowane zagadnienia społeczne (wyjątkowo komicznie został ujęty feminizm postaci / pisarki (?) „Tego spodziewaliśmy się po m ę ż c z y z n a c h”), zbędne dłużyzny o charakterze geograficzno - historycznym i niewnoszące absolutnie nic opisy erotycznych igraszek.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Laura Lippman, „Coraz głębiej”, Warszawa, Wydawnictwo Marginesy, 2018 r.
Komentarze