„Córka gliniarza” - recenzja

Recenzja książki „Córka gliniarza”.
Kristen Ashley tytułem „Córka gliniarza” rozpoczyna nowy cykl powieściowy Rock Chick. Czy powtórzy on sukces serii Dream Man?

Kristen Ashley ma na koncie ponad sześćdziesiąt powieści. Do tej pory nie miałam okazji, by zapoznać się choć z jedną z nich. Koronawirus i ciągłe przepychanki polityczne sprawiły jednak, że relaks przy książce powinien być przepisywany na receptę. Postanowiłam więc porzucić ulubione gatunki i skosztować czegoś nowego. Wybór padł na „Córkę gliniarza”. Tytuł zapowiadał wątek kryminalno-sensacyjny, a odrobina humoru i seksu miała dodać całości pikanterii. Czy to się udało?

On powiedział jej kiedyś, że traktuje ją jak siostrę. Ona od tego momentu unika go jak ognia. Ich relacje powtórnie zacieśnią się przez całkowity przypadek, a właściwie tajemniczy worek diamentów. Indy Savage, tytułowa córka gliniarza, nazywa siebie rockową dziewczyną Jej głównym zajęciem jest prowadzenie księgarni, w której serwuje wyśmienitą kawę. Ta życiowa sielanka zostaje nagle przerwana, a nasza bohaterka trafia w sam środek gangsterskich porachunków. Niestety okazuje się, że jedynym człowiekiem, który może wyciągnąć ją z tarapatów jest Lee Nightingale – brat najlepszej przyjaciółki i niespełniona miłość z dzieciństwa. Gdy tych dwoje znajdzie się w swoim towarzystwie, nawet Christian Grey będzie pod wrażeniem prędkości, z jaką rozwinie się ta relacja. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że niefrasobliwość Indy niejednokrotnie doprowadzała mnie do szału. Jak mając trzydzieści lat można pakować się na własne życzenie w kolejne kłopoty? Chwilami miałam wrażenie, że nasza szalona i nieodpowiedzialna bohaterka robi to jedynie po to, by Lee niczym prawdziwy macho mógł uratować ją z opresji. Zresztą głównym problemem Liama Nightingale’a jest jak najszybsze skonsumowanie nowego związku.

Myślę, że „Córka gliniarza” spotka się z pozytywnym odbiorem wśród miłośników gatunku. Osobiście zabrakło mi jednak dopracowanej fabuły sensacyjnej i jakiegoś rozwoju relacji pomiędzy głównymi bohaterami. Liam i Indy zachowują się niczym licealiści, w których na okrągło buzują hormony. Mimo że nie zostanę wierną wielbicielką tego typu literatury, to nie będę zniechęcać do sięgnięcia po nią. Najnowsza książka Kristen Ashley świetnie nadaje się bowiem na szybką, wieczorną lekturę z kubkiem herbaty czy kieliszkiem wina w ręku. Ot, taka forma relaksu – zupełnie bez zobowiązań.

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

Kristen Ashley, „Córka gliniarza”, Warszawa, Wydawnictwo Akurat, 2020



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat