„Córka zegarmistrza” – recenzja

Recenzja książki „Córka zegarmistrza”.
Specyficzny klimat książki sprawia, że warto być uważnym i skupionym podczas lektury, by się nie zgubić w dwóch różnych światach pełnych tajemnic. Co łączy dwie kobiety, które nigdy się nie spotkały?

Pierwszy świat to współczesne życie Elodie. Mama opowiada córce bajki przed zaśnięciem. Z najmniejszymi detalami opisuje rzekę i piękny dom zdobiony wimpergami i wiatrowskazem w kształcie księżyca oraz ośmioma kominami na dachu. Czy ta baśń pochodzi z jakiejś książki? Podobno nie. To rodzinna opowieść przekazywana z ust do ust. Tacie Elodie ta bajka wydawała się zbyt straszna, by opowiadać ją dziecku. Jej mama była przekonana, że dzieci są dużo odważniejsze niż wydaje się dorosłym. Uważała, że dzieciństwo to przerażający czas i jeśli dziecko słucha strasznych opowiadań to czuje się mniej samotne. Kiedy mama umarła, sześcioletnia dziewczynka została z tatą. Pewnego dnia trzydziestojednoletnia Elodie znalazła obrazek pochodzący z osiemnastego wieku z takim samym domem, który opisywała jej mama. Ma nawet osiem kominów, wszystkie szczegóły się zgadzają. Czy to przypadek, że dorosła Elodie na niego trafiła?

Drugi świat należy do epoki wiktoriańskiej. Londyn nad Tamizą jest tłem dla historii córki zegarmistrza wychowywanej przez Panią Marck, która zmuszała dziewczynę do okradania ludzi bogatych. Czas płynie, dziewczynka dorasta i staje się muzą utalentowanego malarza Edwarda Radcliffe`a. Kiedy orientujemy się co rozgrywa się latem 1862 roku, a co w rzeczywistym czasie, to jesteśmy już pewni, że te dwa światy przenikają się.

Najnowsza powieść Kate Morton zawiera w sobie sekrety sensów i odniesień pozaliterackich dzięki czemu oddziałuje na wyobraźnię czytelnika. Autorka posługuje się bardzo ciekawą techniką wizualizacji zdarzeń. Czytając książkę niejednokrotnie czułam się uczestnikiem sytuacji opowiadanych przez Birdie i brałam udział w skandalicznym złamaniu przepisów przez Elodie. Bałam się, że w zatłoczonym autobusie zgubi cenne zawiniątko przewożone bezmyślnie w torebce. Doceniam ten niekonwencjonalny sposób uplastyczniania narracji. Swoista impresyjność sprawia, że przezywamy wszystkie te sceny w pełni.

Książka pod tytułem „Córka zegarmistrza” należy do tej grupy, którą czyta się ze smutnym uczuciem utraty każdej strony. Dzieje się tak jedynie w sytuacjach doskonałej, niespiesznej narracji przesyconej plastycznymi opisami, która nie nuży i wyzwala niezaspokojony niedosyt. Mamy złudzenie, że jesteśmy wewnątrz tego, co opisała autorka. To jeden z powodów, dla którego warto sięgnąć po tę książkę.

Patrycja Zajkowska
(patrycja.zajkowska@dlalejdis.pl)

Kate Morton, „Córka zegarmistrza”, Warszawa, Wydawnictwo Albatros, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat