„Cringe Club” to książka, która zdmuchuje kurz ze wszystkich wstydliwych sytuacji, które kiedykolwiek nas spotkały i mówi „nie jesteś sam, pośmiejmy się z tego razem”. Emily-Jane Clark bierze na warsztat sytuacje z trudnej codzienności – tej szkolnej i tej domowej. Niezręczne rozmowy, społeczne potknięcia, myśli wypowiedziane zbyt wcześnie lub kilka chwil za późno. Większość zdarzeń poznajemy z perspektywy trojga przyjaciół. Kennedy, Devon i Liv zakładają czat grupowy, na którym dzielą się cringe’owymi sytuacjami ze swojego życia. Zresztą cała książka jest właściwie jednym wielkim czatem, co sprawia, że czyta się płynnie i szybko.
Język książki jest lekki, współczesny i przyjemny, a wszystkie opowieści podszyte są empatią, humorem i absurdem. Głównym celem naszych bohaterów jest zdobycie przyjaciół, a jak wiadomo, nie jest to wcale takie łatwe. Jak zdobyć akceptację rówieśników? Jak wkupić się w ich łaski? I jak pozostać na samym końcu sobą? Pierwsze miłości, pierwszy stanik, wstydliwe hobby, starsze i młodsze rodzeństwo, cringe’owi rodzice, nieoczekiwane pomyłki, czyli kwintesencja nastoletniego życia zamknięta w pigułce. No i do tego wymarzony kot, który zamiast przyjacielem staje się wrogiem.
Nie sposób pominąć warstwy wizualnej książki „Cringe Club”. Jest pełna emotek, przesyłanych zdjęć i ciekawych grafik. Wszystko ze sobą współgra, jest spójne, co uprzyjemnia lekturę. Książka Emily Jane-Clark może zachęcić do czytania nawet najbardziej oporne, nastoletnie jednostki.
„Cringe Club” to lektura zaskakująco lekka i kojąca, która nie nakazuje nam się zmieniać, ale doradza, by spojrzeć na swoje wpadki z dystansem, a nawet z sympatią. Idealna dla tych, którzy chcą spędzić miło czas, pośmiać się i przypomnieć sobie, że każdy z nas miał w swoim życiu momenty, które można uznać za totalny cringe. A jeśli twierdzi inaczej, to znaczy, że jeszcze nie dojrzał na tyle, by o tym otwarcie opowiedzieć. Polecam małym i dużym.
Anna Wasyliszyn
Emily-Jane Clark, „Cringe Club”, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa, 2026.
Komentarze