„Cynamonowe dziewczyny” to najnowszy kryminał Hanny Greń. Po debiutanckim „Cieniu Sprzedawcy Snów” z roku 2014, autorka wydała drugą książkę, również należącą do tzw. wiślańskiego cyklu. W „Cynamonowych dziewczynach” spotykamy więc tych samych bohaterów, kilka lat po wydarzeniach, na jakich Greń oparła wcześniejszą historię. Dla tych, którzy – podobnie jak ja – spotykają się po raz pierwszy z twórczością autorki, nie stanowi to jednak żadnego utrudnienia. Mamy do czynienia z osobną fabułą, w której nawiązania do zdarzeń z przeszłości bohaterów, pojawiające się we właściwych momentach, wyłącznie ubogacają nową historię i sprawiają, że czytelnicy nie tracą nic na nieznajomości pierwszej powieści, a wręcz przeciwnie – zaintrygowani, z pewnością nabiorą ochoty na jej lekturę.
Akcję „cynamonowych dziewczyn” Hanna Greń osadza w Bielsku-Białej. Na bohaterów wybiera kilkoro postaci, których stopniowo poznajemy. Historię zaczyna od córki ślusarza i jej kuzyna. Na prośbę Witka, który niedawno opuścił więzienne mury, Tamara, mistrzyni w otwieraniu zamków bez użycia kluczy, włamuje się do mieszkania, w którym zostawić ma tajemniczą przesyłkę – różę bez kolców. Chcąc ochronić zastraszanego kuzyna przed popełnieniem kolejnego wykroczenia, kobieta sama wykonuje zadanie zlecone przez nieobliczalnego prześladowcę. W trakcie włamania dochodzi jednak do pomyłki i Tamara trafia nie tam, gdzie powinna. Zostaje nakryta przez Daniela, który zapragnie odkryć tajemnicę nocnej wizyty. Wszystko skomplikuje morderstwo dokonane w mieszkaniu piętro niżej; ginie policjant zajmujący się sprawą niewyjaśnionego zabójstwa młodej dziewczyny. Czyżby tajemnicza nieznajoma miała na sumieniu coś więcej niż tylko włamanie? Daniel, z zawodu również policjant, będzie próbował rozwikłać zagadkę z pomocą swoich przyjaciół po fachu. Oni również potrzebować będą wsparcia. Komisarz Procner i jego zastępca staną przed nie lada wyzwaniem – ich zadaniem jest zdemaskowanie seryjnego mordercy, który dopuścił się bestialskich gwałtów i mordów na nastolatkach o podobnym typie urody. Ofiar przybywa, a sprawca wciąż pozostaje poza kręgiem podejrzeń. W dodatku czuje się coraz pewniej i rośnie w siłę.
Wartka akcja wciąga prawie od samego początku, a Greń umiejętnie stopniuje napięcie. To, co zasługuje na uwagę, to także świetnie opowiedziane prywatne historie bohaterów o ciekawych, zindywidualizowanych charakterach. Poza głównym wątkiem kryminalnym, autorka zadbała także o opis relacji damsko-męskich i przedstawienie codziennych problemów, z jakimi zmagają się postaci. A nie są to banalne utrapienia - małżeństwo Procnerów przeszło razem już wiele, jednak nad spokojnym i w miarę ustabilizowanym życiem Perty i Konrada unosi się wciąż widmo przeszłości – traumatyczne przeżycia związane z brutalnością pierwszego męża, utratą dziecka i niebezpieczeństwem, z którego cudem uchodzą z życiem. W efekcie otrzymujemy dobry kryminał i niebanalną powieść obyczajową, ciekawie przedstawiającą relacje międzyludzkie, w jednym. Na pochwalę zasługują świetnie skonstruowane dialogi i „soczysty”, dosadny język. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością.
Patrycja Zielińska
(patrycja.zielinska@dlalejdis.pl)
Hanna Greń, Cynamonowe dziewczyny, Zakrzewo, Wydawnictwo Replika, 2016
Komentarze