Myślę, że z ust każdego z nas od czasu do czasu wyrwie się cichy jęk niezadowolenia. A czy w świecie polskiej literatury współczesnej znajdziemy narzekających krótko- lub długodystansowców?
Odpowiadając na to pytanie, przedstawię wam książkę autorstwa Pauli Łuczak pod tytułem „Cyrki bezpłatne”. Z większości rozdziałów strumieniami wylewają się skargi, zawodzenia, złość i irytacja, okraszone humorem i toną ekspresji. Wydawałoby się, że taki dziennik (bo taką właśnie formę ma wspomniana przeze mnie publikacja) to prawdziwy strzał w dziesiątkę. W końcu po co mamy narzekać w samotności, jeśli możemy zrobić to chociażby z bohaterką książki. Czy „Cyrki bezpłatne”, w których każdy z nas może być widzem, obserwującym dziwne przypadłości złożonego organizmu zwanego życiem, rzeczywiście zasługują na miano literackiego hitu? Moim zdaniem niestety nie. Zapowiadało się świetnie, ale książka okazała się wielkim zbiorem powtórzeń (konstrukcji, form itp.), które po kilku stronach lektury najzwyczajniej w świecie zaczynały męczyć. Do tego liczne wtrącenia w języku angielskim, które również nie każdemu przypadną do gustu. Pomysł na powieść – naprawdę genialny, jednak wykonanie pozostawia już wiele do życzenia i odbiera dużą część przyjemności z czytania.
Główna bohaterka książki lubuje się w różnego rodzaju rozmyślaniach nad życiem, jego sensem, codziennością szarego obywatela, związkami czy urodą. Jasno wyraża swoje zdanie, nie przebierając w środkach. Na stronach publikacji znajdziemy wiele przekleństw, żalów, złości i rozczarowań, które wylewają się z kartek strumieniami. Typowy dziennik sfrustrowanej, niezadowolonej z życia kobiety, która usilnie próbuje zrozumieć i naprawić (w jakikolwiek możliwy sposób) otaczającą ją rzeczywistość – nie zawsze z dobrym skutkiem.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Pauli Łuczak, „Cyrki bezpłatne”, Wydawnictwo Novae Res 2020
Komentarze