Historia strasznie ckliwa i romantyczna, wypełniona powszechnie utartymi zwrotami o miłości. I choć może jest w tej książce sporo banału, to czasem po prostu trzeba przeczytać taką publikację, by na nowo odkryć potęgę uczucia, rządzącego całym światem.
Monika A. Oleksa, usiłuje nas przekonać do trzech ważnych prawd życiowych. Pierwsza to taka, że choć jest przeświadczenie o istnieniu tzw. „dwóch połówek”, to mimo wszystko można w życiu odnaleźć więcej osób, które mogą śmiało pretendować do tego miana. Druga, to oczywista prawda, że to dzieci są najważniejsze w naszym życiu i o nich zawsze powinniśmy myśleć, podejmując decyzje. Trzecia, to również istotna wiedza o tym, że czas leczy rany i przy odpowiednich chęciach i pomocy bliskich, jesteśmy w stanie podnieść się z najtrudniejszych dramatów.
Książka „Miłość w kasztanie zaklęta”, daje nam wiarę nie tylko w istnienie tych prawd, ale także w ich szczerość i prawdziwość. Daje nadzieję, której wielu osobom brak i dlatego, choć wydaje się być tylko banalną opowieścią o miłości, ma swój nieodparty urok i czar, któremu trudno się oprzeć.
Piotr, to mężczyzna, którego spotkało w krótkim czasie zarówno ogromne szczęście, jak i trudny do zaakceptowania dramat. Spotkał miłość swojego życia, Marię, której Bóg, wyznaczył krótki termin pobytu na ziemi. Trzy lata szczęścia, syn i wspomnienia, to wszystko, co pozostało po ukochanej żonie. Ból po stracie staje się wartością nadrzędną w jego życiu, niepozwalającą, ani na otwarcie się na nowych ludzi, ani nawet na kontakt z synem, oddanym do domu dziecka. Wtedy w jego życiu pojawia się Marta, samotna kobieta, która wie, co znaczy stracić bliską osobę, jak również, jak być opuszczonym dzieckiem. Czy będzie potrafiła przywrócić Piotra do świata żywych?
Nie da się ukryć, że takie historie, potrafią rozczulić i wzruszyć wiele kobiet. Mężczyźni nie sięgają zazwyczaj po takie publikacje ze strachu przed śmiesznością, co wydaje się być absurdem. Oni przecież także, choć zapewne na swój „męski” sposób, przeżywają złe i dobre chwile związków. Bywają smutni, zrozpaczeni, oszołomieni, a także szczęśliwi, pełni nadziei i zrozumienia. Tak jak główny bohater, Piotr.
Choć historia przedstawiona w książce wydaje się być lekko odrealniona, nie jest zupełnie pozbawiona cech prawdziwości. Borykanie się dość młodych osób z przedwczesną śmiercią partnera, jest niezwykle dramatyczne. Zawsze jest zbyt wcześnie na pożegnanie i trzeba wykazać się ogromną siłą charakteru, by nie przerodziło się to w przewlekłą depresję. Ograniczanie kontaktu ze światem, odrzucanie bliskich osób, rezygnacja z pomocy, czy też popadnięcie w jakiś nałóg, to najczęściej obserwowane zachowania. Niestety, bardzo destrukcyjne.
Samotność jest dziś coraz trudniejsza i boryka się z nią coraz więcej osób. Dla niektórych jest to sposób na życie, dla innych przegapienie właściwego momentu na założenie rodziny, a dla dość sporej grupy osób, po prostu nieznalezienie właściwego partnera. Monika A.Oleksa, przekonuje nas swą opowieścią, że na miłość nigdy nie jest za późno, trzeba być tylko bardzo cierpliwym, wytrwałym i pilnie rozglądać się dookoła. Nie wiadomo, kiedy spotkamy człowieka, z którym zechcemy spędzić resztę życia.
Fabuła książki poprowadzona jest od początku do końca z nadzieją na szczęśliwe zakończenie. Nic dziwnego, bo nie da się ukryć, że właśnie tego oczekujemy, po tego typu literaturze. Ma ona dawać nadzieję tym, którzy jej pragną. Ma także podnosić na duchu tych, którzy zwątpili. Ma wzruszać, pouczać, wskazywać drogę i pomagać podejmować właściwe decyzje. I stwierdzam, że „Miłość w kasztanie zaklęta”, spełnia wszystkie te oczekiwania. Wpisuje się doskonale w potrzeby tych czytelników, którzy wierzą w miłość, przeznaczenie oraz szczęśliwe zakończenia i nie wstydzą się sięgać po takie „banalne” historie. Bo to one potrafią czasem dać więcej do myślenia, niż niejedna „wypocona” powieść cenionego pisarza.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Monika A.Oleksa, „Miłość w kasztanie zaklęta”, Zysk i S-ka, Poznań 2011
Komentarze