Laura, bohaterka nowej książki Małgorzaty Książyk pt. „Czarne łabędzie”, jest niczym nie wyróżniającą się studentką. Odkąd pamięta, dręczy ją ten sam sen, czy nawet koszmar, w którym widzi pewnego mężczyznę, ale za każdym razem budzi się zanim pozna jego tożsamość. Któregoś wieczoru spotyka tego mężczyznę w klubie. Wydaje się on w jakiś sposób znajomy, działa na nią wręcz kojąco, chociaż inni mogliby się go przestraszyć. Kiedy Laura budzi się w pokoju pozornie nieznajomego mężczyzny, zaczyna sobie przypominać pewne elementy dotyczące jej życia.
Akcja jest wielopoziomowa. W każdym rozdziale dowiadujemy się co raz więcej o poprzednich wcieleniach Laury. Cofamy się aż do początku jej znajomości z tajemniczym mężczyzną imieniem Modus. Okazuje się, że życie Laury, a bardziej jego koniec oraz sposób odejścia, jest z góry przesądzony przez los. Inaczej ma się sprawa w przypadku Modusa. Jako że nie jest człowiekiem, nie można do zabić. Ma jednak jedną słabość, jest nią utrata ukochanej. Ma plan, dzięki któremu więcej nie straci swojej wybranki. Będzie on jednak wymagała dużego poświęcenia od Laury, na które dziewczyna może nie być gotowa.
Główny wątek osadzono w Polsce, a dokładniej w Poznaniu. Z każdym kolejnym wcieleniem głównej bohaterki, przenosimy się w inne miejsce. Nigdy nie wiadomo, gdzie ukochana Modusa odrodzi się tym razem, a jego życie polega w zasadzie wyłącznie na szukaniu jej. Dzięki temu akcja, którą śledzi czytelnik jest jeszcze ciekawsza. Ponadto, osadzona jest również w różnych okresach na osi czasu. Przez dwór króla Ludwika XV, docieramy nawet do Heleny z Troi.
Wątek miłosny wpleciony w całą historię jest trochę cliché – miłość silniejsza niż śmierć pojawia się w wielu pozycjach. To co go jednak wyróżnia, to skomplikowanie towarzyszące uczuciu. Modus pamięta swą ukochaną i ich historię niezależnie od wcielenia dziewczyny. Ona jednak, ma pewne strzępki informacji na jego lub ich temat, ale za każdym razem musi pokochać i przede wszystkim zaakceptować go na nowo. Dla Laury szczególnie element akceptacji jest bardzo trudny. Nie może pogodzić się z okrucieństwem mężczyzny, którego kocha ani z jego obojętnością wobec ludzkiego życia.
Książkę czyta się dość szybko i w pewien sposób nawet wciąga, ale osobiście nie jestem fanką takich klimatów. Jest to powieść fantasy, moim zdaniem nawet lekko zakrawająca o horror. Sporo w niej również brutalności, tortur i wymyślnych sposobów na odebranie komuś życia, dlatego nie jest to pozycja skierowana do wszystkich. Sądzę, że przypadnie do gustu fanom serii „Zmierzch”. Sama pozycja jest dość ciekawa i nie spotykana na polskim rynku, więc jako ciekawostkę polecam.
Maria Miłobędzka
(maria.milobedzka@dlalejdis.pl)
Małgorzata Książyk, „Czarne łabędzie”, BookEdit, 2022
Komentarze