„Czarne echo”- recenzja

Recenzja książki „Czarne echo”.
Poznajcie Harrego Bosha, detektywa z Los Angeles i bohatera ponad dwudziestu kryminałów autorstwa Michaela Connellego.

Faceta równie trudnego, co ciekawego. Jeżeli przypadnie Wam do gustu, to przepadliście. Na waszych półkach wkrótce zabraknie miejsca.

„Czarne echo” rozpoczyna się od znalezienia zwłok w starej rurze, zakwalifikowanych początkowo do spraw w rodzaju: „narkoman przedawkował i raczej nikt nie będzie się nim przejmował”. Jednak, kiedy Bosh rozpoznaje w zmarłym swojego towarzysza z Wietnamu, sprawa szybko zmienia priorytet.

Bosh prowadzi swoje śledztwo, walcząc z wszystkimi dookoła: marazmem policji, przekonanej, że to kolejna beznadziejna sprawa przedawkowania; z wydziałem wewnętrznym oraz z FBI, które w pewnym momencie przejmuje sprawę. Nie da się ukryć, że główny bohater jest najciekawszym elementem powieści: człowiek zdolny i błyskotliwy, ale obdarzony trudnym charakterem. Jego traumatyczne doświadczenia z Wietnamu, uwielbienie do jazzu i dobrych alkoholi, sprawiają, że jest postacią nietuzinkową i przekonywującą. To nie kolejny, odbity od sztancy bohater, lecz ciekawy, dosyć niejednoznaczny protagonista.

Oferowana nam historia czasami wymaga zawieszenia logicznego myślenia, będąc miejscami dosyć naciąganą, ale oferowana rozrywka rekompensuje pewne niedostatki logiczne narracji. „Czarne echo” to historia uwodząca bohaterem, klimatem i tłem, a nie rozbuchanymi fajerwerkami akcji, czy też przesadnie skomplikowaną fabułą. To kryminał w starym, dobrym stylu z nieśpiesznie budowanym napięciem i wiarygodnie przedstawioną ewolucją postaci.

Rozgrywająca się  w latach 90. intryga nie porywa od razu, akcja rozkręca się dość powoli, jednak kiedy nabiera rytmu, całość zmienia się w ciekawy i wciągający kryminał z dobrze nakreślonym tłem społecznym. Kiepsko, niestety, wypada wątek romansowy, wprowadzony trochę na siłę i sprawiający wrażenie niezbyt dobrze przemyślanego. Niektóre wątki i postacie nakreślone są dosyć pobieżnie, ale pamiętać trzeba, że „Czarne echo” to debiut amerykańskiego pisarza i na niektóre niedociągnięcia można przymknąć oko.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Michael Connelly, „Czarne echo”, Sonia Draga, Katowice 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat