To już siódme spotkanie z młodą czarodziejką i jej przyjaciółmi, ale tym razem ich świat robi się wyraźnie mroczniejszy. Z pozoru wszystko wygląda znajomo – są magiczne stworzenia, tajemnice, zaklęcia i kolejne zagrożenia, którym trzeba stawić czoła – jednak im dalej zagłębiamy się w historię, tym wyraźniej widać, że tym razem nie będzie łatwych odpowiedzi ani prostego podziału na dobro i zło.
Czarolina ma na głowie naprawdę sporo. Z jednej strony próbuje poradzić sobie z hemoglobinami, których schwytanie okazuje się znacznie trudniejsze, niż można było przypuszczać. Z drugiej desperacko szuka sposobu na uratowanie ojca uwięzionego w snach mrocznego mistrza Vorna. Jakby tego było mało, szybko okazuje się, że oba problemy są ze sobą znacznie mocniej związane, niż bohaterowie początkowo sądzili. Próby dotarcia do źródła zagrożenia prowadzą ich coraz dalej, a jednocześnie coraz bliżej odpowiedzi, której być może wcale nie chcieli poznać.
Najbardziej zaciekawiła mnie jednak przemiana samej Czaroliny. Dziewczyna podejmuje decyzję, która dla jej przyjaciół musi być prawdziwym szokiem – zamiast dalej walczyć ze złem, postanawia poprosić o pomoc nauczyciela i poznać tę stronę magii, której dotąd tak bardzo się obawiała. Czy naprawdę przechodzi na ciemną stronę? A może właśnie próbuje zrozumieć przeciwnika, żeby móc skuteczniej z nim walczyć? I gdzie właściwie przebiega granica między dobrem a złem, jeśli poznanie czegoś mrocznego nie musi jeszcze oznaczać, że sami stajemy się mroczni?
I właśnie ten wątek wydał mi się w siódmym tomie szczególnie ciekawy. „Czarolina” pokazuje młodym czytelnikom świat, który nie jest pomalowany wyłącznie czarną i białą kredką. Czasami ktoś, kogo uznajemy za złego, ma swoje motywacje, a ktoś, komu ufamy, może skrywać informacje, które całkowicie zmienią naszą perspektywę. W życiu zresztą często jest podobnie – wydaje nam się, że doskonale wiemy, kto ma rację, dopóki nie poznamy historii z drugiej strony. I czasami decyzja, która z boku wygląda jak kompletny absurd, dla osoby stojącej w samym środku wydarzeń może być jedynym sposobem, żeby ruszyć dalej.
Bardzo podoba mi się też to, że Czarolina nie jest bohaterką, która zawsze wie, co robić i podejmuje wyłącznie rozsądne decyzje. Przeciwnie – czasami działa pod wpływem emocji, czasami ryzykuje, a czasami wybiera drogę, której inni zupełnie nie rozumieją. Dzięki temu jest znacznie bardziej wiarygodna. Dorastanie przecież nie polega na tym, że nagle dostajemy instrukcję obsługi świata i od tej pory wszystko robimy idealnie. Czasem trzeba wejść w coś nieznanego, sprawdzić, z czym naprawdę mamy do czynienia, a później ponieść konsekwencje własnych wyborów.
Całość dopełniają piękne ilustracje Paoli Antisty, które świetnie budują atmosferę tej historii. Magiczny świat Czaroliny jest pełen szczegółów, a kolejne kadry sprawiają, że chce się zatrzymać na chwilę i dokładniej przyjrzeć temu, co dzieje się w tle. Fabuła jest coraz bardziej rozbudowana, pojawiają się nowe pytania i kolejne tajemnice, a zamiast zamykać poszczególne wątki, autorzy zostawiają nas z poczuciem, że za kolejnym zakrętem czeka jeszcze większa zagadka.
„Czarolina. Przysięga hipokrytki” to więc nie tylko kolejna przygodowa historia o magii. To opowieść o wyborach, zaufaniu i o tym, jak łatwo pomylić pozory z prawdą. Im dalej wchodzimy w ten świat, tym trudniej powiedzieć, kto właściwie stoi po której stronie – i chyba właśnie dlatego tak trudno odłożyć komiks przed końcem. Młodsi czytelnicy dostaną wciągającą przygodę pełną magii i tajemnic, a nieco starsi być może zauważą między kadrami coś jeszcze: przypomnienie, że rzeczywistość bardzo rzadko bywa tak prosta, jak chcielibyśmy ją widzieć.
Katarzyna Chober
Sylvia Douyé, Paola Antista, „Czarolina. Przysięga hipokrytki. Tom 7”, Story House Egmont, Warszawa, 2026.
Komentarze