„Czarownice z Pomorza i Prus” - recenzja

Recenzja książki „Czarownice z Pomorza i Prus”.
O paleniu czarownic na stosach wie każdy. Teraz pojawiła się sposobność zgłębienia tematu w oparciu o konkretne historyczne przypadki.

Kwestia czarostwa jest mi bliska, acz dotąd nie czytałam o historii palenia kobiet posądzanych o czary na stosach. To dlatego, że akurat te wieki nie leżą w moich historycznych zainteresowaniach. Gdy jednak trafiłam na tę książkę, uznałam, że warto wreszcie to zmienić. Czy się przeliczyłam?

O czary mógł zostać oskarżony każdy, niezależnie od płci, wieku czy pochodzenia. „Czarownice z Prus i Pomorza” przybliżają losy oskarżonych, którzy zostali postawieni przed trybunałem sądowym, torturowani i skazani za rzekome konszachty z diabłem. Wszystkie historie są oparte na faktach. Pochodzą z lat 1477–1836 i obejmują tereny współcześnie istniejących polskich województw: zachodniopomorskiego, pomorskiego, części kujawsko-pomorskiego i warmińsko-mazurskiego. Ponadto wykraczają poza te granice, sięgając dzisiejszej Rosji i obwodu kaliningradzkiego oraz Niemiec i Meklemburgii-Pomorza Przedniego.

Choć na pierwszy rzut oka wizualnie książka może przerażać jako „wielka i nazbyt historyczna”, wraz z kolejnymi stronami wszelkie obawy znikają. Właściwie, przynajmniej mnie, intryguje już sama okładka, na której (na pierwszy rzut oka niewidoczne) płomienie połyskują, gdy patrzy się pod odpowiednim kątem. Mimo że wewnątrz trafiamy na „ściany tekstu”, jest on tak zredagowany i uporządkowany, że czyta się łatwo i w miarę szybko. Koprowska-Głowacka umiejętnie operuje językiem w przystępny i bardzo obrazowy sposób. Bez trudu wyobrażałam sobie postacie (w większości kobiece) z opisanych przypadków.

Klimat książki wydał mi się fabularyzowano-reportażowy, acz bez wątpienia historyczny. Pod tym względem dobrze wyważony. Autorka nie poszła w kierunku zbyt biograficznym. Obyło się także bez dramatyzowania. Skupiła się na faktach, które jednak podała w formie bardzo… sycącej zaciekawienie wszelakie, że tak to ujmę. Porządnie zebrane informacje, a więc część merytoryczną, przedstawiła w niemal gawędziarskim (chwilami może lekkim) tonie.

Podobało mi się, że każdą historię wzbogacono o zarys realiów dotyczących konkretnego miejsca. Dzięki temu nic nie umknęło, a książka okazała się wielopłaszczyznowa. Można się z niej sporo dowiedzieć nie tylko o procesach z Pomorza i Prus, ale ogólnie o życiu, zachowaniu ludzi w ramach czasowych XVI i XIX wieku. Sama prędko zaczęłam się zastanawiać, co mogły dane bohaterki myśleć i czuć. Taki też efekt pewnie autorce poniekąd przyświecał.

Całość podobała mi się. Czytałam z zainteresowaniem i nie czułam się przytłoczona informacjami historycznymi. Podobał mi się język zgrany z treścią w sposób, by nie tylko maniacy historii byli usatysfakcjonowani. Chcący doszukają się również wykazania, jak zmieniały się lub jak powielane były pewne postawy na przestrzeni lat. To również uważam za atut. Polecam książkę zarówno zainteresowanym tematem czarownic, osobom chcących pogłębić wiedzę na temat danych regionów, ale również po prostu „ciekawskim” w odniesieniu do wiedzy różnej. „Czarownice z Pomorza i Prus” są tak napisane, że chyba mogą niejednego zaskoczyć tym, że akurat i jemu się spodobają. Nie jest to bowiem temat popularny.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Anna Koprowska-Głowacka, „Czarownice z Pomorza i Prus”, Region, 2021.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat