Mag, który niszczy wszystko, czego tylko się dotknie, wyklęty, ścigany i bardzo niebezpieczny. A na domiar tego ogłoszony przez przepowiednię Burzowym Nawałnikiem, który pomoże demonom wygrać wojnę z ludzkością – oto Nikodemus Weal, który powraca w drugim tomie „Czaropisu” Blake’a Charltona.
Uznany winnym śmierci czarodziejów w Starhaven, skażony kakografią i bardzo zdesperowany młody czarodziej po 10 latach od wydarzeń, które miały miejsce w pierwszym tomie „Czaropisu” szykuje się do ostatecznego starcia z Tajfonem – demonem, który uczynił go magicznym analfabetą.
Aby tego dokonać opuścił bezpieczną dolinę Niebiańskiego Drzewa i przeniósł się do położonego pośród sawanny miasta Avel, które Tajfon uczynił swym azylem. Wraz z wierną drużyną koboldów robi wszystko, aby odzyskać szmaragd, w którym demon zaklął brakującą cząstkę jego istoty. Dzięki niemu nie tylko będzie mógł znów czarować, ale przede wszystkim uratować przed śmiercią swojego nauczyciela Shanona i uwolnić przyjaciółkę Deidre. I choć samo w sobie nie to prostym zadaniem Nikodemusa ścigają tajemniczy Sawannowy Potwór i agenci jego przyrodniej siostry, która ma być rzekomym Zimorodkiem, a gdzieś w okolicy czai się stworzony przez demona smok.
W tym krytycznym momencie nieoczekiwanie dla siebie Niko spotyka od młodą lekarkę Franceskę, równie biegłą w leczeniu co w wymierzaniu złośliwych ripost. Chcąc nie chcąc, zostaje ona wciągnięta w intrygę i będzie musiała zdecydować, czy powinna pomóc młodemu czarodziejowi.
Walki, ucieczki, ciągi rzucanych czarów – tak jak poprzednio, w drugim tomie „Czaropisu” nie zabraknie akcji, ale… no właśnie mamy tu dość spore „ale”. Bo gdyby zależało to ode mnie, odchudziłabym książkę,] o co najmniej setkę stron! Momentami odnosiłam wrażenie, że Charlton zamiast na akcji, za bardzo skupia się na opisywaniu świata, w którym umieścił swoich bohaterów, a już zwłaszcza przesadził ze wszystkimi opisami dotyczącymi magii hierofantów i ich latawców. Ani nie posuwają one akcji do przodu, ani nie mogą być ciekawe dla kogoś, kto nie zna się na żeglowaniu czy lotnictwie. Szczególnie wypełniona nimi jest pierwsza połowa książki i muszę przyznać, że musiałam się wręcz przemóc do czytania, a część stron po prostu pomijałam.
Dwa lata to długi czas oczekiwania na kontynuację książki, ale cóż zrobić kiedy porwie nas dana historia? Niestety, tak to już z tym czekaniem bywa, że im dłużej trwa, tym większe nadzieje na to, że w nasze ręce trafi naprawdę dobra pozycja i tak właśnie było w przypadku mojego spotkania z Blake’m Charltonem i jego „Czaropisem.” Pierwszy tom bardzo mi się podobał, więc swoje lekkie rozczarowanie drugim tomem przygód Nikodemusa mogłabym zapewne zrzucić na zbyt mocno rozbudzone nadzieje, ale niestety prawda jest taka, że jest to po prostu bardzo przeciętne fantasy. Piszę to ze smutkiem, ale potencjał był tu o wiele większy i szkoda, że autor go nie wykorzystał.
Drugi tom „Czaropisu” w mojej ocenie wypada znacznie słabiej niż pierwszy, ale mimo to nie na tyle słabo, żeby go nie przeczytać. Bo Balke’owi Charltonowi nie można odmówić jednego – ten autor wie, jak zaskoczyć czytelnika i choć w drugim tomie książki wypada o wiele słabiej niż w debiucie, udało mu się zaciekawić mnie na tyle, że na pewno sięgnę po kontynuację przygód Nikodemusa Weala. Także z mieszanymi uczuciami, ale jednak polecam i znów będę mieć nadzieję, że w trzecim tomie, przyćmi rozczarowanie tym drugim.
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Blake Charlton, „Czaropis tom II”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012
Komentarze