Czy w naszym napędzanym nauką i postępem świecie jest jeszcze miejsce na magię? Czy wir życia pozwala nam dostrzec magię pośród nas? Czy nie jest tak, że mimo, iż uważamy się za oświeconych, to właściwości ziół, kamieni i sama magia nas fascynują? Oto jeden z najbardziej oryginalnych przykładów współczesnej literatury fantasy.
Elizabeth Anne Hawksmit ma prawie 400 lat i mimo podeszłego wieku, prezentuje się jako 50-latka w pełni sił witalnych i zdrowia. Ma również swoją tajemnicę. I przez nią właśnie jest skazana na wieczną ucieczkę, regularną zmianę tożsamości i przede wszystkim – niekończącą się samotność. Świat, a także cała historia Elizabeth jest przedstawiona skokami. Współczesność przeplata się z epoką wiktoriańską i okresem I wojny światowej z całym jej okrucieństwem.
Poznajemy Elizabeth (dla bliskich Bess) jako nastolatkę. To pracowita, sumienna dziewczyna, poświęcająca swój czas pracy na roli, wyrobie koronek, zbieraniu darów natury. Jej matka – Anne - posiada wiedzę na temat zielarstwa i leczenia ludzi. Okazuje się ona jednak niczym w obliczu zarazy, która w końcu ogarnia ich rodzinne miasteczko Batchcombe. Bezlitosna zabiera jej męża, syna i najmłodszą córkę. Anne w swojej bezradności zaprzedaje duszę diabłu, aby ocalić Bess, swoje jedyne pozostałe dziecko.
Bess jest zmuszona udać się po pomoc do czarownika Gideona - człowieka, którego wcześniej się bała. To on przekazał dziewczynie, podobnie jak jej matce tajemną wiedzę magiczną. Pragnie, by Bess dołączyła do niego i aby razem byli niezwyciężeni. Dziewczyna jednak szybko reflektuje się, że człowiek ten jest uosobieniem zła. Od tego momentu rozpoczyna swoją ucieczkę przed nieuniknionym. Zdaje sobie bowiem sprawę, że Gideon ją dopadnie. Prędzej lub później, niezależnie od jej ostrożności.
Elizabeth, Bess, Eliza – każda z nich to ta sama kobieta, w której drzemie wielka, ale zarazem mroczna i niebezpieczna moc. Bohaterka jednak w głębi serca pragnie być dobra i pomagać ludziom. Jej świadomym wyborem stało się poświęcenie medycynie. Zamykała więc na długie lata niektóre elementy swojej świadomości. Wybrała życie w materialnym minimum, bez reszty poświęcając się pomocy ludziom. Nie korzystała z magii – to zapewniało jej odrobinę bezpieczeństwa. Pomimo to, nie raz odkrywała obecność Gideona podstępnie wcielającego się w różne postaci z jej otoczenia. Znów musiała uciekać.
W teraźniejszości Elizabeth prowadzi dziennik. Tym sposobem dopuszcza czytelnika do swoich przemyśleń. Odkrywa przed nami swoje wątpliwości i obawy, dotyczące Tegan – młodej dziewczyny, która początkowo wydaję się irytować samą Elizabeth. Z czasem dziewczyna staje się jej uczennicą, a relacja ściąga na obie kobiety niebezpieczeństwo.
„Córka wiedźmy” budzi w nas pasję i marzenia. Odrywa od rzeczywistości, inspiruje. Ukazuje całą paletę barwnych postaci i relacji międzyludzkich: matki z córką, zażyłego rodzeństwa, kochanków, przyjaźni między kobietami, aż w końcu ucznia i nauczyciela. Pochłania nas bez reszty. Porusza różnorodne kwestie, począwszy od poświęcenia rodzica, poprzez poczucie winy dziecka, zranioną dumę, aż do oddania życia za ukochaną osobę. Mimo że w książce znajdziemy stworzenia takie jak elfy, ale i te mniej przyjemne chowańce i krewniaki, pokryte łuską i futrem, nie jest to typowa powieść fantastyczna. „Córka wiedźmy” budzi w nas pragnienia dostrzegania śladów magii w przyrodzie. Uczy nas w nią wierzyć.
Anna Bilińska
(anna.bilinska@dlalejdis.pl)
Paula Brackston, „Córka wiedźmy”, Bellona 2013
Komentarze