Ale czy punkty zwrotne w życiu cokolwiek zwiastuje? Dla Łucji ten piątek także rozpoczął się normalnie: jej mąż wstał i się ogolił. Tylko wydarzyło się TO. To, czyli śmierć ukochanego, która skutecznie podzieliła życie Łucji na życie przed (liczone w miesiącach, latach, a czasem tylko w godzinach) i na życie po. W życiu po śmierci kobieta zamyka się w czterech ścianach swojego domu i pieczołowicie wykonuje domowe obowiązki, stając się coraz bardziej niedostępną dla pozostałych członków rodziny. Po raz setny pierze, prasuje i odkłada na półki ubrania męża. Na dobrą sprawę mąż jej ciągle towarzyszy, a jego zdjęcia stoją wszędzie. Jest też lustro, w którym Łucja się przegląda, a raczej wykorzystuje do tego, by z pewnej perspektywy spojrzeć na swoje życie. Życie z nim. Życie bez niego, ale nadal z jakąś jego obecnością. Życie w niebycie. Łucja ma również dzieci, które chłód emocjonalny rodziców przeniosły na własne relacje rodzinne.
Sama konstrukcja książki pozwala na swobodne przenikanie się świata sprzed śmierci z tym, który pozostał po pogrzebie ukochanego. Im bardziej czytelnik zagłębia się w historię Łucji i Edwina, tym bardziej się zastanawia jak bardzo skomplikowana była to miłość; jak bardzo dwoje małżonków może być jednocześnie tak daleko i tak blisko. Dopiero perspektywa pozwala Łucji na przypomnienie sobie, że ich miłość pełna była oziębłości i tworzenia barier na co dzień. Wspólne wyjazdy niby były wspólne, ale także wtedy pojawiały się tajemnice i dwuznaczne zachowania. W innych rodzinach pojawienie się problemu prowadziłby do awantury – w domu Łucji czekało się na jego samoistne rozwiązanie.
Niby niczego Łucji i Edwinowi nie brakowało. On był świetnie zarabiającym właścicielem firmy budowlanej, który o swoich problemach nikomu nie mówił, nawet żonie. Prowadził niezwykle uporządkowane życie, w którym każdy drobiazg miał swoje niezmienne miejsce, a zmiany budziły niezwykłą nerwowość. Ona zawsze była piękna i stylowa, bez względu na okoliczność. Lubiła swoją wersję luksusu i nie bardzo miała ochotę się tłumaczyć z tego, jak wyglądało jej życie. Nie lubiła też, gdy inni zaczynali się do tego życia wtrącać.
Kolejne wątki sprzed kilku tygodni, a czasem lat, pozwalają na odbudowanie świata Łucji, który zmienił się wraz ze śmiercią Edwina. Tylko im więcej faktów poznaje czytelnik, tym bardziej nie rozumie pewnych decyzji i konsekwentnego uporu, jaki towarzyszy Łucji po śmierci męża. Kobieta zastanawia się nad swoim życiem, pijąc do lustra, a jednocześnie szuka tam kogoś, kto by ją kochał i był jej towarzyszem na dobre i na złe.
Całość czyta się z pewnego rodzaju wysiłkiem i dopiero po zakończeniu lektury można sobie poukładać chronologicznie wszystkie wątki. Jednak warto podjąć ten wysiłek, aby zrozumieć kobiety takie jak Łucja i mężczyzn, którzy zostali wychowani jak Edwin i którzy chcą kochać, a jednocześnie tego nie potrafią. „Czas Łucji” pokazuje, że czasem trzeba poczekać, aż przysłowiowe lustro emocjonalnej pustki się stłucze, aby można było odnaleźć siebie i swoje potrzeby.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Iwona Żytkowiak, "Czas Łucji", Wydawnictwo Replika, wydanie I w tej edycji, Zakrzewo 2017
Komentarze